czwartek, 9 stycznia 2020

Kim Holden - Druga strona


Toby codziennie żyje w ogromnym poczuciu winy. W przeszłości życie go nie rozpieszczało, a jej demony ciągle go prześladują. Chłopak chce się poddać, wyznaczył już nawet datę kiedy skończy ze swoim życiem. Do tego czasu egzystuje pomagając przy różnych pracach właścicielowi budynku w którym mieszka, w ten sposób zarabia na życie. Gdy do domu wprowadza się Alice świat staje się bardziej znośny, ale czy uda jej się ocalić Toby'ego?

Kim Holden to autorka jednej z moich ulubionych książek - "Promyczka", każdą kolejną książkę Holden biorę w ciemno. "Druga strona" traktuje o wielu poważnych sprawach, podobnie jak "Promyczek", jest jednak zupełnie inna. Mam z nią pewien problem, to książka ważna i nie mam co do tego wątpliwości, jednak strasznie mi się dłużyła. Zupełnie mnie nie wciągnęła, myślę, że na takie książki po prostu nie w każdym momencie ma się ochotę i może gdybym sięgnęła po nią kiedy indziej to przeczytałabym ją w dwa dni a nie w dwa tygodnie. "Druga strona" porusza wiele ważnych tematów, głównie jednak traktuje o depresji. Dopiero czytając tę książkę uświadomiłam sobie, że rzeczywiście jest ona nadal poniekąd tematem tabu i wiele osób nie traktuje jej do końca poważnie. Książka Holden pokazuje nam z czym musi się mierzyć osoba chora, co dzieje się w jej głowie i jak funkcjonuje. Dodatkowo, jak wyczytujemy z posłowia autorki, jest to tak naprawdę relacja z pierwszej ręki, bo i ona kiedyś się z nią mierzyła.

Historia Toby'ego porusza i skłania do refleksji. Życie nie oszczędzało tego 18-latka. Wokół niego pojawiał się alkoholizm, śmierć, narkomania. Tak naprawdę walce z depresją do pewnego momentu nie miał go kto wesprzeć, był samotny z tym wszystkim. Dopiero pojawienie się Alice coś zmienia, pojawia się jakaś nadzieja w tym chłopaku. Wbrew pozorom nie jest to kolejna opowieść o miłości. Jej wątek się pojawia, jak zresztą w prawie każdej książce, ale dużo ważniejsze są tu inne sprawy. Depresja - to ona gra tu główną rolę, ta okrutna choroba wyniszcza od środka głównego bohatera, sprawia, że przestaje dostrzegać jakikolwiek sens życia. Cała historia pokazuje też jak ważna w życiu jest rozmowa, jak wiele może zmienić. Bohaterowie do pewnego momentu żyją jakby nie zauważając siebie nawzajem. Każdy żyje swoim własnym życiem, w samotności.

Trudno mi wymienić wady "Drugiej strony", a może rzeczywiście nie ma ich zbyt wiele? Mnie jednak po prostu wynudziła, tak jak wspominałam, może po prostu nieodpowiedni czas sobie wybrałam na jej czytanie. Zdaje sobie sprawę, że książka taka jak ta, musiała być przygnębiająca, nie zmienia o jednak faktu, że ciężko było mi przez nią przebrnąć. Muszę jednak powiedzieć, że to historia ważna, bo traktująca o poważnych problemach, o których nie zawsze się mówi. Do tego napisana jednak w taki sposób, który myślę, skłoni do refleksji każdego. To książka zupełnie inna od mojego ulubionego "Promyczka". Czy warta przeczytania? Tak, mimo tego, że nieco mnie wynudziła, uważam, że to ważne dzieło, po które jednak warto sięgnąć.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Tania Książka!

wtorek, 17 grudnia 2019

Magdalena Witkiewicz - Uwierz w Mikołaja


Agnieszka zawsze spędzała Wigilię z babcią, dlatego gdy ta każe jej wyjechać gdzieś z przyjaciółmi, zamiast przyjechać do niej na święta, dziewczyna nie kryje zdziwienia. Postanawia jechać do babci i sprawdzić co kryje się za tą niespodziewaną zmianą decyzji. Gdy dojeżdża do domku na Kaszubach okazuje się, że babci tam nie ma, za to nieoczekiwanie spada tyle śniegu, że Agnieszka będzie zmuszona spędzić tam więcej czasu niż myślała, do tego z pewnym gościem. W innym mieszkaniu Zosia ze swoją mamą bawią się w "prawdziwy dom", wybierają się też do sklepów i wykładają do koszyka wszystko co tylko by chciały, a czego nie mogą mieć. I dla nich te święta będą niespodziewane.

Sezon na świąteczne książki już w pełni się rozpoczął, w księgarniach znajdziemy całe mnóstwo tytułów, które wydawnictwa proponują na święta.W tym roku mamy ich prawdziwy wysyp. Bardzo lubię książki w takim klimacie, choć czasem mam wrażenie, że niektóre są pisane na siłę, tak jakby koniecznie chciano napisać powieść świąteczną i już. "Uwierz w Mikołaja" jest jedną z pierwszych bożonarodzeniowych po które sięgnęłam w tym roku, nie wiem jak będzie dalej, ale na ten moment z czystym sumieniem muszę przyznać, że to jedna z najlepszych świątecznych powieści jakie kiedykolwiek miałam okazję czytać. To historia, która przede wszystkim rzeczywiście ma sporo wspólnego ze świętami, a to wbrew pozorom nie jest takie oczywiste. Trafiałam już na książki, które poza tytułem i okładką, z Bożym Narodzeniem miały wspólnego tyle co nic. Witkiewicz powoli wprowadza nas w świąteczny klimat rozpoczynając akcję na kilka dni przed Wigilią. Mamy okazję śledzić przygotowania bohaterów do świąt, ich rozterki z nimi związane. Czyta się to wszystko z wielką przyjemnością i uśmiechem na twarzy.

Gdybym miała powiedzieć, która z zawartych tu historii urzekła mnie najbardziej, to miałabym niemały problem, bo każda z nich ma sobie "to coś". Chyba ze względu na moje zamiłowanie do romantycznych książek, wybrałabym wątek Agnieszki i Mikołaja, który wciąga i pozostawia w napięciu od początku do końca. Z kolei jeśli chodzi o najzabawniejszy wątek, to świetnie się bawiłam śledząc losy pensjonariuszy z domu opieki "Happy End", starsze pani są po prostu niesamowite, a ich pomysły przechodzą czasem najśmielsze oczekiwania. Na uwagę zasługuje też historia Zosi i jej mamy, kobiet które nie mają sielanki i na święta oczekują jedynie spokoju. Każda z tych historii jest ciekawa, wciąga i porusza do głębi. Niektóre z nich są oczywiście nieco przesłodzone i podkoloryzowane, ale taka jest specyfika takich książek. Można się czepiać, że nikt nie zakochuje się w sobie w ciągu 7 dni i to pewnie prawda, ale np. w "Listach do M" rozgrywa się to w ciągu jednego dnia i mimo to je uwielbiam, tak samo jest z "Uwierz w Mikołaja".

Jestem naprawdę zachwycona tą powieścią, tak jak już wspominałam, dla mnie to na ten moment jedna z najlepszych książek świątecznych jakie czytałam. Niedawno pojawiła się informacja, że "Uwierz w Mikołaja" ma zostać zekranizowane, bardzo się z tego cieszę, mam nadzieję, że dojdzie do tego jak najszybciej, a powieść zostanie jak najwierniej odwzorowana. Tymczasem polecam Wam książkę, w gąszczu świątecznych powieści to jedna z perełek!

Ten i inne bestsellery znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania "Uwierz w Mikołaja"!


czwartek, 5 grudnia 2019

Adam Kay - Świąteczny dyżur


Niekończące się dyżury, praca w weekendy, a nawet w święta - tak wygląda życie lekarza, zwłaszcza tego młodego, który nie wykręci się jeszcze z pracy w święta, tego, który nie układa grafiku, czy też tego, który nie ma rodziny. Nawet jeśli miałby wolny pierwszy dzień świąt, to drugiego dnia prawdopodobnie już poszedłby do pracy. Adam Kay każde ze świąt spędził dyżurując w szpitalu i choć z pewnością miał wiele powodów do satysfakcji np. przyjmując porody, to nie zmienia to faktu jak bardzo wymęczająca to fizycznie i psychicznie praca, o czym pisze między wierszami.

Rzadko sięgam po reportaże, mimo, że przyciąga mnie ten gatunek. Zwykle jednak, choć chciałabym to choć trochę zmienić - po męczącym dniu łatwiej jest sięgnąć po kolejną obyczajówkę, niż po coś cięższego kalibru. Obie książki Adama Kaya są jednak reklamowane jako historie z dużą dawką humoru, a że tematyka medyczna mnie interesuje, to z chęcią sięgnęłam po drugą książkę Kaya - "Świąteczny dyżur". Trzeba przyznać, że książka rzeczywiście napisana jest z humorem i chociaż niestety nie zawsze on do mnie przemawiał, to czytało się ją bardzo szybko. Zresztą książka ta ma niecałe 200 stron, więc właściwie można przeczytać ją za jednym razem. Nie można autorowi odmówić lekkiego pióra mimo, że mierzył się z trudną tematyką. Znajdziemy tu historie stricte zabawne, ale też porażająco smutne, które zapamiętuje się dużo bardziej niż te humorystyczne i które skłaniają do naprawdę głębokich refleksji. Doceniam, że autor nie pozostawia nas samym sobie i tłumaczy trudniejsze kwestie medyczne.

Adam Kay w swojej pracy z pewnością wiele różnych sytuacji widział, a ja jako czytelniczka, czasem nie mogłam uwierzyć jakie rzeczy przychodzą ludziom do głowy! Autor z humorem i ironią doskonale odnajduje się w opisywaniu tych zdarzeń i idealnie je puentuje. Nie stara się (na szczęście) dodawać humoru sytuacjom, które wymagają powagi. Ostatecznie książka, mimo, że zabawna, jest dość gorzka w wymowie. Przeraża to, że brakuje lekarzy na oddziałach, jak pisze Kay - w święta ograniczają liczbę lekarzy do niezbędnego (bezpiecznego) minimum, tyle tylko, że niewiele się ono różni od codziennego stanu rzeczy. Lekarze są przepracowani, nie mają czasu na życie prywatne, co oczywiście skutkuje rozpadem związków, więzi z rodziną, przyjaciółmi. W "Będzie bolało" autor opisywał nawet, że zdarzyło mu się kiedyś zasnąć za kierownicą z przemęczenia po wielogodzinnym dyżurze ze sporą liczbą porodów. Personelu medycznego jest na tyle mało, że nie ma ich kto zastąpić, w książce znajdziemy sytuacje, gdy zarząd nie chciał udzielić urlopu stażystce z powodu śmierci jej dziadka. Straszna jest myśl, gdzie to wszystko zmierza.

Praca lekarza jest obarczona sporym wysiłkiem zarówno fizycznym, jak i psychicznym, mierzenie się z tak dużą liczbą trudnych przypadków musi się w końcu położyć się cieniem na psychice. Może nie była to tak zabawna książka jak bym chciała, ale mam wrażenie, że jest ważna (to samo tyczy się "Będzie bolało"), ujawnia bolesne oblicze służby zdrowia i skłania do refleksji. Medyczna tematyka chyba nigdy mi się nie znudzi, ale zarówno "Będzie bolało" jak i "Świąteczny dyżur" jak najbardziej mogę Wam polecić, może i nie uśmiejecie się do rozpuku, ale mam nadzieję, że tak jak ja, stwierdzicie, że warto było poświęcić czas dla tych książek.

Tę oraz inne nowości znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania "Świątecznego dyżuru"!

niedziela, 17 listopada 2019

Samantha Towle - River


Carrie pragnie uciec przed swoim dotychczasowym życiem, które każdego dnia przynosi jej tylko strach. Przeprowadza się do małego miasteczka, zmienia tożsamość i ma nadzieję, że już nigdy nie będzie musiała spojrzeć w oczy swojemu mężowi. W nowym miejscu poznaje Rivera - sąsiada, który nie jest skory do bliższej znajomości. Może jednak nie jest taki zły, bo pomaga jej uratować psa, a jest po prostu samotny - tak jak Carrie.

Samantha Towle skradła moje serce całkiem niedawno książkami o kierowcach rajdowych, czyli "Revved" i "Revived". Te dwie powieści bardzo mi się podobały, głównie dlatego, że bardzo lubię książki ze sportowcami w roli głównej, ale i sama fabuła była zaskakująca. Jak jest w przypadku "River"? Nie mogłam się doczekać tej książki i kiedy w końcu po nią sięgnęłam, przeczytałam w mgnieniu oka. Choć łatwo przewidzieć tu zakończenie, to mimo wszystko nie odbiera to przyjemności z czytania. Co prawda Towle nie pozbyła się schematów i postawiła na drodze dwie poranione dusze, ją - skrzywdzoną przez męża i jego - zranionego w dzieciństwie, to wyszło jej to bardzo dobrze. Prawda jest taka, że przy takiej ilości nowych książek nie da się całkowicie wyzbyć schematów, ale jeśli i nimi dobrze się pokieruje, to mogą skleić się w całkiem niezłą książkę i tak jest w tym przypadku. Do tego styl autorki prosty i lekki sprawia że czyta się jej dzieła z przyjemnością!

Życie żadnego z dwojga bohaterów nie było usłane różami. Carrie ma dosyć życia z mężem psychopatą, zwłaszcza, że coś się zmienia - jest w ciąży. Małe miasteczko do którego się przenosi wydaje się wręcz idealnym miejscem, cisza, spokój - jest przekonana, że nie będzie jej tam szukał. Jej jedynym sąsiadem jest River, zresztą niezbyt skłonnym do pogaduszek. Podczas pierwszego spotkania po prostu ignoruje Carrie. Ten mężczyzna już dawno stracił zaufanie do ludzi i nie ma ochoty na nowe znajomości. Oboje są samotni i zagubieni, stopniowo zaczynają się odnajdywać.
Towle poruszyła w swojej książce ważny temat jakim jest przemoc domowa i jak oddziałuje ona na późniejsze życie. To w gruncie rzeczy dość smutna historia, ale nie zmienia to faktu, że warto po nią sięgnąć, bo porusza istotne tematy, a poza tym jest zwyczajnie dobrze napisana. Fabuła może nie jest odkrywcza, a jednak sprawia, że cała książka naprawdę pochłania i zapada w pamięć.

Jeśli macie ochotę na powieść, która Was poruszy i wciągnie, to nie mogliście trafić lepiej. Ja sięgnęłam po nią kiedy miałam mały kryzys czytelniczy, z którym jednak ta książka świetnie sobie poradziła. Jak na mnie przeczytałam ją naprawdę szybko, bo w kilka dni. Mam nadzieję, że na polskim rynku wydawniczym szybko pojawi się kolejna powieść tej autorki, bo ja już nie mogę się doczekać. Towle powoli staje się dla mnie jedną z tych autorek, po które mogę sięgać w ciemno, bo wiem, że się nie zawiodę. Czekam na kolejne dzieła tej Pani, a Wam tymczasem gorąco polecam "River"!

Tę oraz inne książki dla kobiet znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziekuję za możliwość przeczytania "River"!

niedziela, 3 listopada 2019

Colleen Hoover - Too late


Sloan żyje w toksycznym związku z Asą. Chłopak prowadzi nielegalny biznes przynoszący spore dochody, dzięki czemu może zapewnić niepełnosprawnemu bratu Sloan opiekę. Asa ma obsesje na punkcie Sloan i kontroli nad nią, dziewczyna nie wie do czego mógłby być zdolny gdyby odeszła. Czy da się jednak całe życie tkwić w takiej relacji? Do czego to doprowadzi?

Nie muszę chyba mówić, że uwielbiam Colleen Hoover, bez dwóch zdań jest to moja ulubiona zagraniczna autorka. Każda jej książka trafia prosto do mojego serca i zostaje w nim na długo. Z listu autorki do czytelników na początku "Too late" dowiadujemy się, że to powieść która znacznie różni się od wcześniejszych dzieł pisarki. Wygląda na to, że Hoover postanowiła poeksperymentować w nowych gatunkach - w końcu dopiero co czytałam fenomenalny thriller "Coraz większy mrok", a teraz "Too late" - które tak właściwie dużo od thrillera nie odbiega, na pewno też, tak jak obiecywała autorka jest to historia inna niż te, z których Hoover jest znana. Jednego jestem pewna, ta autorka świetnie poradzi sobie w każdym gatunku, bez różnicy, czy będzie to thriller, erotyk, czy młodzieżówka - ostatnimi książkami to udowodniła. "Too late" to powieść mocna - pełno w niej emocji, strachu, niepewności. Nie wiem tylko, skąd pomysł, by reklamować tę historię jako "gorący erotyk", bo według mnie ta książka jest o wiele bardziej głęboka.

Relacja Asy i Sloan nie należy do normalnych. Chłopak wykorzystuje ją kiedy i jak chce, a sam nie jest jej wierny. Kontroluje każdy jej krok, robi co mu się tylko podoba. Ale ma pieniądze, których nie ma Sloan i może opłacić opiekę nad jej chorym bratem. Dziewczyna nie wie jak wyplątać się z tej toksycznej relacji, każde rozwiązanie to tak naprawdę błędne koło, bo Asa tak łatwo się nie podda i będzie jej szukał, a to mężczyzna bez skrupułów. Na drodze Sloan pojawia się ktoś nowy - Carter, chłopak z kręgu Asy, ale czy na pewno? Nie jest łatwo żyć w świecie gdzie nie wiadomo komu można ufać, a kto jest przestępcą.
Sytuacja w jakiej znajduje się Sloan jest okropna, wzbudza to mnóstwo emocji, które towarzyszą nam praktycznie od początku do końca. Trudno się oderwać od tej książki. Każdy kto czytał dzieła Hoover, wie, że jej książki naprawdę pochłaniają bez reszty, sama nie wiem co na to wpływa, z pozoru można pomyśleć, że to romanse jak każde inne, a jednak! Może to styl autorki, może to, że tak łatwo wczuć się w wydarzenia które rozgrywają się w książce. Nie mam pojęcia, coś jednak sprawia, że Hoover uwielbiam!

Jedno, co było dla mnie nieco niepotrzebne, to prolog i epilogi pojawiające się pod koniec książki, mam wrażenie, że autorka trochę przekombinowała, dla mnie to było już za dużo, osobiście chyba wolałabym co nieco sama dopowiedzieć sobie do tej historii, (choć nie przepadam za otwartymi zakończeniami), ale to już indywidualna kwestia. Jeśli macie ochotę na emocjonalny rollercoaster i pędzącą akcję, ta książka nada się świetnie. Wzbudzi w was wszelkie emocje, od strachu, przez zdenerwowanie, po radość -  tak przynajmniej było w moim przypadku. Tak jak wspominałam, to książka, która różni się od innych Hoover, nie zmienia to jednak faktu, że jest naprawdę dobra i bardziej głęboka niż mogłoby się wydawać. Polecam!

Tę oraz inne książki dla kobiet  znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziekuję za możliwość przeczytania "Too late"!

niedziela, 25 sierpnia 2019

Beth O'Leary - Współlokatorzy


Tiffy koniecznie potrzebuje taniego lokum, po tym jak wyprowadziła się od byłego chłopaka. Leon z kolei potrzebuje pieniędzy, by pomóc bratu. Choć ten pomysł dla nich obojga początkowo wydaje się dziwny, Leon postanawia znaleźć współlokatora, z którym będzie dzielił to samo łóżko, a że Tiffy ma ograniczone możliwości finansowe postanawia skorzystać z tej opcji. Przyjaciele uważają to za szaleństwo, ale Tiffy i Leon stopniowo przyzwyczajają się do wspólnego mieszkania.

Dzielenie jednego mieszkania, co może być w tym dziwnego? Mnóstwo osób szuka współlokatora, by zmniejszyć koszty wynajmu. Tyle, że zwykle ludzie nie dzielą się tym samym łóżkiem! Tiffy i Leon sami nie są przekonani co do tego rozwiązania, ale w końcu nie będą dzielić łóżka, ani nawet mieszkania w tym samym czasie - Leon bierze nocne zmiany, więc mieszkanie jest do jego dyspozycji w ciągu dnia, a dla Tiffy w nocy -  i wszyscy są zadowoleni. Co ciekawe, współlokatorzy nawet się nie znają, cała ich znajomość opiera się wyłącznie na zostawianych nawzajem karteczkach z wiadomościami. Wszystkie te nieprawdopodobne rzeczy złożone razem składają się na najbardziej uroczą historię jaką czytałam w ostatnim czasie! Naprawdę, tak przyjemnej książki dawno nie czytałam. Nie przepadam za takimi porównaniami, ale jakoś bardzo kojarzy mi się ta powieść z "Love, Rosie". Te historie niby są zupełnie inne, ale sposób ich przedstawienia wydaje mi się podobny, a książkę Ahern czytało mi się równie przyjemnie.

Obyczajówki rzadko potrafią mnie czymś zaskoczyć, tak to jest, kiedy przeczyta się ich już trochę, to dostrzega się coraz wyraźniej te same schematy. Ta książka, jak można się domyślić nie omija ich całkowicie, może jest nieco banalna, ale mimo wszystko jest jakaś inna od pozostałych obyczajówek. Już pomysł jaki miała autorka na zetknięcie się głównych bohaterów jest zupełnie inny, świeży. Oczywiście nie da się uniknąć utartych schematów, takich jak dziewczyna po przejściach, czy chłopak z problemami, ale w końcu na czymś fabuła musi się opierać. Jestem jednak wdzięczna autorce, że wreszcie bohaterowie stykają się w innej sytuacji niż w szkolnym kampusie, hotelu, czy domku na wsi, bo mam wrażenie, że ostatnio autorzy uparli się na te miejsca jakby były jedyną opcją na spotkanie.
Przyznam, że początkowo nie byłam przekonana do tej książki, pojawiała się wszędzie, a często zdarza się, że takie powieści są niestety przereklamowane, ale opis był na tyle intrygujący, że w końcu się skusiłam i zdecydowanie nie żałuję.

"Współlokatorzy" są debiutem O'Leary, trzeba przyznać, że naprawdę dobrym, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam. Tę książkę czyta się ekspresowo, bo jest tak pełna ciepła, a do tego zabawna, że nie chce się jej odkładać. Mimo tego, autorka porusza też ważne tematy, takie jak na przykład znęcanie psychiczne. Co do humoru, nie wiem, czy do Was przemówi, bo to kwestia gustu, ja może nie śmiałam się do łez, ale były momenty gdzie uśmiech sam pojawiał się na twarzy.  Pewnie się powtórzę, ale ta książka jest po prostu urocza i już! Mam ochotę do niej wrócić, a to rzadko mi się zdarza. Cieszę się, że po nią sięgnęłam i polecam ją wszystkim, którzy mają ochotę na coś lekkiego!

Tę oraz inne książki dla kobiet znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania "Współlokatorów"!


niedziela, 4 sierpnia 2019

Lesley Kara - Plotka


Jo wraz z synem Alfiem przeprowadza się do małego miasteczka - Flinstead. Wydawałoby się, że w miejscu takim jak to, nie dzieje się nic interesującego, jednak Jo dowiaduję się, że może tu mieszkać znana młodociana morderczyni, która wbiła małemu chłopcu nóż w serce. Nieświadoma konsekwencji powtarza usłyszaną plotkę dalej, aż ta zaczyna żyć własnym życiem. To wszystko prowadzi do tego, że Jo zaczyna się obawiać o bezpieczeństwo swojego synka...

Ostatnio coraz bardziej lubię czytać thrillery, najchętniej takie, w których akcja szybko porywa czytelnika w wir wydarzeń i nie pozwala odłożyć książki aż do końca. Zresztą z tym właśnie zawsze kojarzył mi się ten gatunek, z mnóstwem zwrotów akcji i wciągającą fabułą. Czy tak było w tym przypadku? Początkowo, z pewnością nie. Pierwsze rozdziały przypominają raczej powieść obyczajową, pojawiają się co prawda mroczne elementy, ale to nadal nie było jak thriller. Jo próbuje zadomowić się we Flinstead i ze względu na synka próbuje nawiązać kontakt z innymi matkami. Chcąc znaleźć chwytliwy temat do rozmowy przekazuje im informacje o morderczyni, których dowiedziała się wcześniej. Niebawem kobieta przestaje czuć się bezpiecznie widząc niepokojące tweety, a potem przerobione zdjęcie klasy Alfiego, na którym jej syn ma wbity nóż w serce. Bliscy przekonują ją, że to tylko nieudany żart, ale czy na pewno Flinstead jest tak bezpieczne jak początkowo się wydawało? To wtedy właśnie akcja zaczyna nabierać tempa.

Muszę przyznać, że o ile początek był moim zdaniem dość nudny, tak ostatnie 150 stron naprawdę mnie zaskoczyło i wciągnęło. Nie spodziewałam się zakończenia jakie zaserwowała autorka, nawet nie przeszło mi przez myśl, że ta historia może się właśnie tak rozwinąć. Autorka podsuwa nam sporo tropów, przez co nie tak łatwo się połapać o co chodzi w całej tej układance, dlatego też nie zniechęcajcie się, jeśli początek Was nie porwie, dalej jest zdecydowanie lepiej. Do wad mogę zaliczyć jeszcze sporą ilość bohaterów, na początku trudno połapać się kto jest kim, a właściwie nawet już pod koniec nie za bardzo orientowałam się która z matek jak ma na imię, ale nie wpłynęło to za bardzo na odbiór całej historii. Autorka, dzięki tej opowieści pokazuje nam również jak bardzo na czyjeś życie może wpłynąć właśnie plotka. Te bezmyślnie rzucone przez Jo kilka zdań sprawiają, że mieszkańcy nie dają spokoju jednej z podejrzanych. Co ciekawe książka jest luźno oparta na historii, która miała miejsce naprawdę.

"Plotka" to powieść, po którą naprawdę warto sięgnąć, to świetny thriller psychologiczny z doskonale wykreowanymi bohaterami i zaskakującym zakończeniem, Powieść od pewnego momentu naprawdę angażuje czytelnika. Mimo nużącego początku, który jednak pozwolił na dobre poznanie bohaterów, wkrótce robi się coraz bardziej niepokojąco, aż w końcu autorka serwuje nam coś czego się nie spodziewamy. To naprawdę dobra, a dodatkowo pouczająca historia, którą gorąco polecam!

Ten i inne Bestsellery znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania "Plotki"!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka