niedziela, 3 listopada 2019

Colleen Hoover - Too late


Sloan żyje w toksycznym związku z Asą. Chłopak prowadzi nielegalny biznes przynoszący spore dochody, dzięki czemu może zapewnić niepełnosprawnemu bratu Sloan opiekę. Asa ma obsesje na punkcie Sloan i kontroli nad nią, dziewczyna nie wie do czego mógłby być zdolny gdyby odeszła. Czy da się jednak całe życie tkwić w takiej relacji? Do czego to doprowadzi?

Nie muszę chyba mówić, że uwielbiam Colleen Hoover, bez dwóch zdań jest to moja ulubiona zagraniczna autorka. Każda jej książka trafia prosto do mojego serca i zostaje w nim na długo. Z listu autorki do czytelników na początku "Too late" dowiadujemy się, że to powieść która znacznie różni się od wcześniejszych dzieł pisarki. Wygląda na to, że Hoover postanowiła poeksperymentować w nowych gatunkach - w końcu dopiero co czytałam fenomenalny thriller "Coraz większy mrok", a teraz "Too late" - które tak właściwie dużo od thrillera nie odbiega, na pewno też, tak jak obiecywała autorka jest to historia inna niż te, z których Hoover jest znana. Jednego jestem pewna, ta autorka świetnie poradzi sobie w każdym gatunku, bez różnicy, czy będzie to thriller, erotyk, czy młodzieżówka - ostatnimi książkami to udowodniła. "Too late" to powieść mocna - pełno w niej emocji, strachu, niepewności. Nie wiem tylko, skąd pomysł, by reklamować tę historię jako "gorący erotyk", bo według mnie ta książka jest o wiele bardziej głęboka.

Relacja Asy i Sloan nie należy do normalnych. Chłopak wykorzystuje ją kiedy i jak chce, a sam nie jest jej wierny. Kontroluje każdy jej krok, robi co mu się tylko podoba. Ale ma pieniądze, których nie ma Sloan i może opłacić opiekę nad jej chorym bratem. Dziewczyna nie wie jak wyplątać się z tej toksycznej relacji, każde rozwiązanie to tak naprawdę błędne koło, bo Asa tak łatwo się nie podda i będzie jej szukał, a to mężczyzna bez skrupułów. Na drodze Sloan pojawia się ktoś nowy - Carter, chłopak z kręgu Asy, ale czy na pewno? Nie jest łatwo żyć w świecie gdzie nie wiadomo komu można ufać, a kto jest przestępcą.
Sytuacja w jakiej znajduje się Sloan jest okropna, wzbudza to mnóstwo emocji, które towarzyszą nam praktycznie od początku do końca. Trudno się oderwać od tej książki. Każdy kto czytał dzieła Hoover, wie, że jej książki naprawdę pochłaniają bez reszty, sama nie wiem co na to wpływa, z pozoru można pomyśleć, że to romanse jak każde inne, a jednak! Może to styl autorki, może to, że tak łatwo wczuć się w wydarzenia które rozgrywają się w książce. Nie mam pojęcia, coś jednak sprawia, że Hoover uwielbiam!

Jedno, co było dla mnie nieco niepotrzebne, to prolog i epilogi pojawiające się pod koniec książki, mam wrażenie, że autorka trochę przekombinowała, dla mnie to było już za dużo, osobiście chyba wolałabym co nieco sama dopowiedzieć sobie do tej historii, (choć nie przepadam za otwartymi zakończeniami), ale to już indywidualna kwestia. Jeśli macie ochotę na emocjonalny rollercoaster i pędzącą akcję, ta książka nada się świetnie. Wzbudzi w was wszelkie emocje, od strachu, przez zdenerwowanie, po radość -  tak przynajmniej było w moim przypadku. Tak jak wspominałam, to książka, która różni się od innych Hoover, nie zmienia to jednak faktu, że jest naprawdę dobra i bardziej głęboka niż mogłoby się wydawać. Polecam!

Tę oraz inne książki dla kobiet  znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziekuję za możliwość przeczytania "Too late"!

niedziela, 25 sierpnia 2019

Beth O'Leary - Współlokatorzy


Tiffy koniecznie potrzebuje taniego lokum, po tym jak wyprowadziła się od byłego chłopaka. Leon z kolei potrzebuje pieniędzy, by pomóc bratu. Choć ten pomysł dla nich obojga początkowo wydaje się dziwny, Leon postanawia znaleźć współlokatora, z którym będzie dzielił to samo łóżko, a że Tiffy ma ograniczone możliwości finansowe postanawia skorzystać z tej opcji. Przyjaciele uważają to za szaleństwo, ale Tiffy i Leon stopniowo przyzwyczajają się do wspólnego mieszkania.

Dzielenie jednego mieszkania, co może być w tym dziwnego? Mnóstwo osób szuka współlokatora, by zmniejszyć koszty wynajmu. Tyle, że zwykle ludzie nie dzielą się tym samym łóżkiem! Tiffy i Leon sami nie są przekonani co do tego rozwiązania, ale w końcu nie będą dzielić łóżka, ani nawet mieszkania w tym samym czasie - Leon bierze nocne zmiany, więc mieszkanie jest do jego dyspozycji w ciągu dnia, a dla Tiffy w nocy -  i wszyscy są zadowoleni. Co ciekawe, współlokatorzy nawet się nie znają, cała ich znajomość opiera się wyłącznie na zostawianych nawzajem karteczkach z wiadomościami. Wszystkie te nieprawdopodobne rzeczy złożone razem składają się na najbardziej uroczą historię jaką czytałam w ostatnim czasie! Naprawdę, tak przyjemnej książki dawno nie czytałam. Nie przepadam za takimi porównaniami, ale jakoś bardzo kojarzy mi się ta powieść z "Love, Rosie". Te historie niby są zupełnie inne, ale sposób ich przedstawienia wydaje mi się podobny, a książkę Ahern czytało mi się równie przyjemnie.

Obyczajówki rzadko potrafią mnie czymś zaskoczyć, tak to jest, kiedy przeczyta się ich już trochę, to dostrzega się coraz wyraźniej te same schematy. Ta książka, jak można się domyślić nie omija ich całkowicie, może jest nieco banalna, ale mimo wszystko jest jakaś inna od pozostałych obyczajówek. Już pomysł jaki miała autorka na zetknięcie się głównych bohaterów jest zupełnie inny, świeży. Oczywiście nie da się uniknąć utartych schematów, takich jak dziewczyna po przejściach, czy chłopak z problemami, ale w końcu na czymś fabuła musi się opierać. Jestem jednak wdzięczna autorce, że wreszcie bohaterowie stykają się w innej sytuacji niż w szkolnym kampusie, hotelu, czy domku na wsi, bo mam wrażenie, że ostatnio autorzy uparli się na te miejsca jakby były jedyną opcją na spotkanie.
Przyznam, że początkowo nie byłam przekonana do tej książki, pojawiała się wszędzie, a często zdarza się, że takie powieści są niestety przereklamowane, ale opis był na tyle intrygujący, że w końcu się skusiłam i zdecydowanie nie żałuję.

"Współlokatorzy" są debiutem O'Leary, trzeba przyznać, że naprawdę dobrym, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam. Tę książkę czyta się ekspresowo, bo jest tak pełna ciepła, a do tego zabawna, że nie chce się jej odkładać. Mimo tego, autorka porusza też ważne tematy, takie jak na przykład znęcanie psychiczne. Co do humoru, nie wiem, czy do Was przemówi, bo to kwestia gustu, ja może nie śmiałam się do łez, ale były momenty gdzie uśmiech sam pojawiał się na twarzy.  Pewnie się powtórzę, ale ta książka jest po prostu urocza i już! Mam ochotę do niej wrócić, a to rzadko mi się zdarza. Cieszę się, że po nią sięgnęłam i polecam ją wszystkim, którzy mają ochotę na coś lekkiego!

Tę oraz inne książki dla kobiet znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania "Współlokatorów"!


niedziela, 4 sierpnia 2019

Lesley Kara - Plotka


Jo wraz z synem Alfiem przeprowadza się do małego miasteczka - Flinstead. Wydawałoby się, że w miejscu takim jak to, nie dzieje się nic interesującego, jednak Jo dowiaduję się, że może tu mieszkać znana młodociana morderczyni, która wbiła małemu chłopcu nóż w serce. Nieświadoma konsekwencji powtarza usłyszaną plotkę dalej, aż ta zaczyna żyć własnym życiem. To wszystko prowadzi do tego, że Jo zaczyna się obawiać o bezpieczeństwo swojego synka...

Ostatnio coraz bardziej lubię czytać thrillery, najchętniej takie, w których akcja szybko porywa czytelnika w wir wydarzeń i nie pozwala odłożyć książki aż do końca. Zresztą z tym właśnie zawsze kojarzył mi się ten gatunek, z mnóstwem zwrotów akcji i wciągającą fabułą. Czy tak było w tym przypadku? Początkowo, z pewnością nie. Pierwsze rozdziały przypominają raczej powieść obyczajową, pojawiają się co prawda mroczne elementy, ale to nadal nie było jak thriller. Jo próbuje zadomowić się we Flinstead i ze względu na synka próbuje nawiązać kontakt z innymi matkami. Chcąc znaleźć chwytliwy temat do rozmowy przekazuje im informacje o morderczyni, których dowiedziała się wcześniej. Niebawem kobieta przestaje czuć się bezpiecznie widząc niepokojące tweety, a potem przerobione zdjęcie klasy Alfiego, na którym jej syn ma wbity nóż w serce. Bliscy przekonują ją, że to tylko nieudany żart, ale czy na pewno Flinstead jest tak bezpieczne jak początkowo się wydawało? To wtedy właśnie akcja zaczyna nabierać tempa.

Muszę przyznać, że o ile początek był moim zdaniem dość nudny, tak ostatnie 150 stron naprawdę mnie zaskoczyło i wciągnęło. Nie spodziewałam się zakończenia jakie zaserwowała autorka, nawet nie przeszło mi przez myśl, że ta historia może się właśnie tak rozwinąć. Autorka podsuwa nam sporo tropów, przez co nie tak łatwo się połapać o co chodzi w całej tej układance, dlatego też nie zniechęcajcie się, jeśli początek Was nie porwie, dalej jest zdecydowanie lepiej. Do wad mogę zaliczyć jeszcze sporą ilość bohaterów, na początku trudno połapać się kto jest kim, a właściwie nawet już pod koniec nie za bardzo orientowałam się która z matek jak ma na imię, ale nie wpłynęło to za bardzo na odbiór całej historii. Autorka, dzięki tej opowieści pokazuje nam również jak bardzo na czyjeś życie może wpłynąć właśnie plotka. Te bezmyślnie rzucone przez Jo kilka zdań sprawiają, że mieszkańcy nie dają spokoju jednej z podejrzanych. Co ciekawe książka jest luźno oparta na historii, która miała miejsce naprawdę.

"Plotka" to powieść, po którą naprawdę warto sięgnąć, to świetny thriller psychologiczny z doskonale wykreowanymi bohaterami i zaskakującym zakończeniem, Powieść od pewnego momentu naprawdę angażuje czytelnika. Mimo nużącego początku, który jednak pozwolił na dobre poznanie bohaterów, wkrótce robi się coraz bardziej niepokojąco, aż w końcu autorka serwuje nam coś czego się nie spodziewamy. To naprawdę dobra, a dodatkowo pouczająca historia, którą gorąco polecam!

Ten i inne Bestsellery znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania "Plotki"!

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Tijan Meyer - Hate to love you


Kennedy rozpoczyna studia z myślą, by nie wyróżniać się z tłumu i nie wplątać się w żadną aferę, zamierza też unikać seksownych chłopaków. Szybko okazuje się jednak, że ciężko będzie jej wprowadzić te plany w życie. Na jej drodze pojawia się bowiem przystojny piłkarz - Shay. A również afer w jej życiu nie zabraknie.

Książki Tijan stały się ostatnimi czasy dosyć popularne, ale w moim przypadku "Hate to love you" było pierwszym spotkaniem z tą autorką. Pozytywne opinie o innych jej powieściach na tyle mnie skusiły, że byłam naprawdę ciekawa co takiego kryje się w jej powieściach, że tak wiele osób ją uwielbiam. Teraz, po lekturze tej książki muszę powiedzieć, że niestety nadal nie wiem. Może to dlatego, że sporo New Adult już przeczytałam, ale książka nie zachwyciła mnie tak jak miałam nadzieję, że zachwyci. Czytało mi się ją bardzo przyjemnie, ale czegoś mi w niej zabrakło, bym mogła powiedzieć, że jestem nią oczarowana. To takie miłe czytadło, które nada się na wakacyjny relaks, powieść, o której niestety szybko się zapomni.

To co przede wszystkim mnie drażniło w tej historii, to nadużywanie słowa "nienawiść". Głowni bohaterowie od początku książki się nie lubią, a raczej, właśnie nienawidzą - a przynajmniej tak im się wydaje. Z mojego punktu widzenia, do nienawiści było im naprawdę daleko. Bohaterka twierdzi, że ma ku tej "nienawiści" powody i rzeczywiście jakieś ma, ale prawdę mówiąc, nie do końca one do mnie przemówiły. Kennedy chce nienawidzić Shaya, co zresztą ciągle powtarza, ale ostatecznie ta dwójka początkowo może po prostu nie pałała do siebie sympatią? Bo czy to, że Shay drażnił Kennedy można nazwać nienawiścią? Według mnie - nie.
Druga rzecz, która z początku mnie irytowała to chaotyczność. Początkowo ciężko było mi się w tej książce połapać, autorka przeskakuje z jednej sceny do drugiej tak szybko, że przy chwili nieuwagi, łatwo można się pogubić. Pojawia się też całe mnóstwo bohaterów, więc miałam problem by połapać się kto jest kim i z kim jest powiązany. Im dalej, tym oczywiście łatwiej się zorientować w tym wszystkim, ale początkowo strasznie działał mi na nerwy ten chaos.

Jeśli chodzi o plusy to autorka nie boi się poruszać trudnych tematów. W powieści pojawia się gwałt, nękanie, napad, a co za tym idzie problemy psychiczne z nimi powiązane. Niestety, tyle tego wszystkiego, że autorka ostatecznie nie skupiła się należycie na żadnej z tych spraw. Mimo to, dobrze, że Tijan pisze w swoich książkach o takich sprawach, bo są one powszechne w dzisiejszym świecie. Poza tym, trzeba też przyznać, że książka jest dosyć emocjonująca. Zaskakujących wydarzeń tu nie brakuje, a książkę naprawdę chciało mi się czytać dalej, bo byłam ciekawa co jeszcze czeka bohaterów. Niestety, nawet to, że książka jest bardzo wciągająca, nie jest w stanie ukryć wad jakie posiada. Szkoda, bo książka miała potencjał.

Jeśli macie ochotę na jakiś wakacyjny przerywnik, czy relaks, ta książka jak najbardziej się nada. Jednak osoby, które trochę New Adult już przeczytały, na pewno nie będą zaskoczone fabułą, bo mimo, że mamy tu trochę zwrotów akcji, to książka nadal jest dość przewidywalna. Niestety, nie jest to historia bez wad, bo chaotyczność i pozorna nienawiść bohaterów nieco działały mi na nerwy, ale ostatecznie to całkiem przyjemna opowieść - bez fajerwerków, ale nie żałuję, że ją przeczytałam. Mam jednak nadzieję, że "Pozwól mi zostać" tej autorki, które już czeka na półce, bardziej przypadnie mi do gustu.

Tę oraz inne książki dla kobiet znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania "Hate to love you"!

wtorek, 21 maja 2019

Brittainy C. Cherry - Zawsze i wszędzie


Grace przyjeżdża do rodzinnego miasteczka po trudnych przeżyciach, które ją spotkały. W miasteczku, gdzie wszyscy są zainteresowani jej życiem, trudno znaleźć spokój, którego by chciała. Ukojenie przynosi jej jedynie relacja z Jacksonem, mężczyzną, od którego wszyscy trzymają się z daleka. Tak wiele ich różni i jednocześnie tak wiele łączy, czy z ich relacji może narodzić się coś więcej?

Do książek Briitainy C. Cherry zawsze wracam z pewnym sentymentem. Czytam każdą powieść tej autorki, która tylko pojawia się w Polsce i myślę, że spokojnie mogę ją nazwać jedną z moich ulubionych pisarek. Ostatnio byłam jednak trochę zawiedziona "Poza rytmem", czy ostatnimi częściami serii "Żywioły", podobały mi się, ale brakowało mi czegoś takiego jak ukochane "Art&Soul", czy "Powietrze, którym oddycha". Dlatego też, po nową powieść Cherry sięgnęłam z pewną rezerwą, moje obawy były jednak nieuzasadnione, bo to książka tak dobra, jak już wspomniane przeze mnie "Art&Soul". Czytając, pomyślałam, że wróciła stara dobra Cherry i naprawdę tak się czuję, bo to po prostu wspaniała książka. Czyta się ją z zapartym tchem, łzami w oczach lub uśmiechem na ustach. No i jak tu się nie zachwycić?

Kiedy Grace przyjeżdża do rodzinnej miejscowości, szuka spokoju, który pomoże jej uporządkować bałagan panujący w głowie. Niestety, nie pomaga w tym jej mama, która koniecznie chce ją przekonać do swojego zdania, a właściwie wręcz podporządkować swoim opiniom. Swoją drogą przez sporą część książki to jedna z najbardziej irytujących postaci. Dziewczyna wsparcie znajduje w ojcu, siostrze, no i Jacksonie. Z tym ostatnim, nikt z miasteczka nie chce mieć czegokolwiek wspólnego. Naklejka dawnego narkomana z ciągle pijanym ojcem obok sprawia, że ludzie ocenili go dość powierzchownie. Jemu samemu zresztą, nie zależy by ludzie postrzegali go inaczej, przez to, co go z ich strony spotkało. Pierwsze spotkanie Grace i Jacksona również nie należy do najmilszych, ale jak to będzie dalej? "Zawsze i wszędzie" jest przede wszystkim książką o poznawaniu samego siebie, a właściwie odkrywaniu siebie na nowo. Grace przez lata podporządkowywała się mężowi, kupowała to co on, zamawiała to samo jedzenie co on. Jackson pokazuje jej, że można dokonywać własnych wyborów. To też książka o stracie, wielkiej stracie jakiej doświadczyła Grace, z którą trudno się pogodzić i która zawsze będzie w niej tkwić. To oczywiście też powieść o miłości, przyjaźni i wielu innych wartościach. Ta historia daje do myślenia i skłania do refleksji.

Cieszę się, że trafiłam na książkę Cherry, która potrafiła mnie zachwycić tak jak jej pierwsze dzieła wydane w Polsce. To jedna z piękniejszych historii, które miałam okazję ostatnio przeczytać, tak jak to w przypadku Cherry bywa dostajemy kolejną realną historię, która zachwyca. Ponownie też, dostajemy opowieść o dorosłych i doświadczonych przez życie ludziach, a trzeba przyznać, że czy Cherry pisze o dorosłych, czy o nastolatkach, zawsze wychodzi jej to świetnie. Uwielbiam książki tej autorki i mimo, że czasem trafiają się też gorsze, to zdecydowanie polecam! Jeśli ktoś jeszcze nie zna, to zapewniam, że warto nadrobić zaległości!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia!

czwartek, 18 kwietnia 2019

Magdalena Witkiewicz - Moralność pani Piontek


Gertruda Poniatowska jest bardzo ekscentryczną osobą, ma stworzony plan na życie zarówno swoje jak i domowników. Dlatego kiedy jej ukochany syn zamierza się wyprowadzić, pozostaje jej tylko teatralnie załapać się za serce... z prawej strony. Kobieta chciałaby nie tylko zatrzymać dorosłego przecież syna w domu, ale i znaleźć mu narzeczoną. Z kolei mąż Gertrudy - Romuald sam również najchętniej wyprowadziłby się z domu.

Magdalena Witkiewicz potrafi obracać się w wielu gatunkach literackich, w typowej literaturze kobiecej, dziecięcej, czy nawet ostatnio w kryminale. Tutaj mamy połączenie komedii z literaturą kobiecą, a w wykonaniu Witkiewicz jest to jak zwykle pełna ciepła historia, którą czyta się z uśmiechem na ustach. Główna bohaterka i jej charakterystyczne zachowania, czy powiedzonka, takie jak chwytanie się za serce po prawej stronie, czy też nazywanie przyjaciela swojego syna "Cyrylem przebrzydłym" - są zabawne, ale jednocześnie nie sprawiają wrażenia wciśniętych przez autorkę na siłę. Przez większą część wydaje się, że książka będzie trochę o wszystkim i niczym, ale ostatecznie autorka zaskakuje przedstawiając nam wzruszającą i pouczającą historię. Zresztą mam wrażenie, że taka książka bez morału nie byłaby w stylu tej autorki.

Książkę czyta się bardzo szybko, bo jest wciągająca, ale też króciutka. Trochę szkoda, bo mam wrażenie, że pewne rzeczy potoczyły się wręcz za szybko, po całej wzruszającej historii, której nie mogę Wam zdradzić, praktycznie od razu mamy zakończenie, moim zdaniem nieco za szybko, można było jeszcze trochę to wszystko rozwinąć. Przez większość książki mamy do czynienia z komedią, dlatego sporym zaskoczeniem jest gdy autorka serwuje nam serię wzruszeń, jednocześnie pokazując, że ludzie nie zawsze są tacy, za jakich ich mamy. Autorka stworzyła bardzo ciekawych bohaterów, każdy czymś się wyróżnia. Oczywiście najbardziej charakterystyczna jest główna bohaterka Gertruda, wraz ze swoimi zwyczajami. Jej mąż po latach ma jej dość i postanawia w jakiś sposób zakończyć związek, ale to nie będzie takie proste. Bardzo interesująca jest też relacja syna i jego przyjaciół - Augustyna, który w wyniku nieporozumienia (albo i zgrabnie zaplanowanej akcji właścicielki) wprowadza się do mieszkania, gdzie mieszka już Anula, a z czasem coraz częściej pojawia się w nim Cyryl.

"Moralność pani Piontek" to bardzo przyjemna lektura, w sam raz na jeden, dwa wieczory. Czyta się szybko, bo jest krótka, co zresztą jest dla mnie małym minusem. Ogółem jednak pomysł na tę historię był świetny, autorka stworzyła słodko-gorzką powieść, która zarówno bawi, jak i wzrusza. Aż żałuję, że tyle czasu zabierałam się by przeczytać tę książkę. Teraz pozostaje mi nadrobić inne dzieła Magdy Witkiewicz, mam nadzieję, że będą równie udane! Wam tymczasem gorąco polecam "Moralność pani Piontek", idealna książka na chwilę relaksu!

Za możliwość przeczytania książki, którą znajdziecie tutaj, dziękuję Księgarni Gandalf!

sobota, 13 kwietnia 2019

Mia Sheridan - Bez złudzeń


Crystal ma za sobą trudne dzieciństwo, a wkraczając w dorosłość mogła liczyć jedynie na samą siebie. Dziewczyna żyje w poczuciu osamotnienia, wypełniając dni pracą, której nie lubi. Pewnego dnia przychodzi do niej Gabriel, z nietypową prośbą. Chce, by pomogła mu w przełamaniu bariery jaka dzieli go podczas spotkań z kobietami. On również nie miał łatwego dzieciństwa, przeżył traumę, która wpłynęła na jego dalsze życie. Crystal początkowo go odtrąca, ale wiele jeszcze się zmieni.

Mię Sheridan kojarzę tak naprawdę z dwóch książek - "Bez słów" oraz "Bez winy", oba te tytuły były naprawdę świetne, wzruszające, czasem zabawne, jednym słowem, po prostu urzekające. Z "Bez złudzeń" mam problem, bo straszliwie się wynudziłam podczas czytania. Zdecydowanie w niczym nie przypominała mi ona tamtych książek, które przeczytałam w mgnieniu oka, tym razem miałam do tej powieści kilka podejść, bo po prostu niczym mnie ta historia nie przyciągała. Za każdym razem gdy po nią sięgałam, czytałam po kilka stron, a potem ją odkładałam, bo nie było w niej nic co zwróciłoby moją większą uwagę. Ta powieść niestety jest po prostu nijaka i to jest chyba jej największy problem. Pomysł na fabułę był dobry, ale w tej książce właściwie nie dzieje się nic takiego co mogłoby wzbudzić większe emocje, może poza wątkiem porwania. Poza tym niestety trochę wieje nudą i aż wierzyć mi się nie chce, że to ta sama Mia Sheridan, której książki tak bardzo mi wtedy przypadły do gustu. 

Bohaterowie również są dosyć nijacy. Gabriel jest przedstawiony jako ideał mężczyzny, męski, odpowiedzialny, opiekuńczy. Z kolei Crystal jest niezdecydowana, nie wie czego chce, cały czas wmawia sobie, że nie zasłużyła na miłość. Tych dwoje poznaje się w klubie striptizowym, gdzie pracuje Crystal, Gabriel prosi ją o pomoc, chce wreszcie odciąć się od przeszłości i umieć zbliżyć się do kobiety. Crystal jednak go odtrąca, aż do momentu pewnego wydarzenia, które wiele zmieni w jej życiu. Te postacie miały potencjał, ale mam wrażenie, że autorka przesadziła robiąc z Crystal kompletnie zagubioną i niezdecydowaną osobę, a z Gabriela jakiegoś rycerza. Dla mnie jest to niestety niezbyt realistyczne. 

Z plusów mogę wymienić całkiem dobry pomysł na fabułę, wplecenie w nią wątku porwania dziecka, który łączy się w jakiś sposób z Gabrielem, wypadł według mnie całkiem ciekawie. Sama relacja Crystal i Gabriela również jest dość interesująca, choć trochę brakuje w niej iskier. Na pochwałę zasługuje również styl pisania autorki, który jest lekki i plastyczny.
Nie ukrywam, że czuję się zawiedziona, niestety nie tego spodziewałam się po autorce, która ma na koncie tak dobre książki. Mam nadzieję, że to tylko mały spadek formy, sama na pewno jeszcze sięgnę po książki Sheridan. Oby kolejne spotkania z jej książkami były bardziej udane. Wam polecam na początek raczej "Bez słów" lub "Bez winy", mnie obie te powieści zdecydowanie bardziej przypadły do gustu. Sheridan pisze bardzo przyjemne historie miłosne, niestety w przypadku "Bez złudzeń", czegoś zabrakło.

Za możliwość przeczytania książki, którą znajdziecie tutaj, dziękuję Księgarni Gandalf!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka