czwartek, 4 maja 2017

Brittainy C. Cherry - Ogień, który ich spala


Logan i Alyssa są najlepszymi przyjaciółmi, są dla siebie wsparciem w każdej chwili, w tych prozaicznych sprawach jaki i tych ważnych. Wydawać by się mogło, że są zupełnym przeciwieństwem. On dumny i zbuntowany, pochodzi z ubogiej rodziny i nie potrafi uwolnić się od narkotyków. Ona spokojna i grzeczna, z bogatej rodziny, kocha muzykę, której chciałaby się poświęcić. Zakochują sobie, ale czy ich miłość jest w stanie przetrwać?

Brittainy C. Cherry jakiś czas temu zawładnęła moim sercem za sprawą "Art&Soul", później poturbowała mnie emocjonalnie przez "Powietrze, którym oddycha". Teraz przyszedł czas na "Ogień, który ich spala", czy było równie świetnie jak przy dwóch wcześniejszych tytułach? Było dobrze, ale tylko dobrze. Przyznam, że jestem troszkę zawiedziona, bo po innych, jakże wspaniałych książkach tej autorki spodziewałam się nieco więcej. Tymczasem przez większą część książki nie mogłam znieść zachowania bohaterów, a ilość dramatów, które znalazły się w niej odrobinę mnie przytłoczyła. Mam wrażenie, że autorka trochę przedobrzyła ładując do książki problemy z przemocą, narkomanią, brakiem pieniędzy, porozumieniem z rodzicami i kilkoma innymi sprawami. Rozumiem, że autorka w ten sposób chciała stworzyć mocną warstwę psychologiczną, pokazując, że ludzi czasami przytłaczają kłopoty i nie zawsze sobie  nimi radzą. Myślę jednak, że tych trudności, z którymi zmagają się postacie jest za dużo jak na jedną książkę i ostatecznie wyszło dość słabo.

Bohaterowie w pewnym momencie nieźle zaczęli mnie irytować, ich ciągłe rozdarcie było nie do wytrzymania. Szczególnie chodzi mi tutaj o Logana. To jak potraktował Alyssę to jakieś nieporozumienie, miałam ochotę porządnie nim potrząsnąć. Dziewczyna jest dużo bardziej stabilna w tym co robi i czuje. To Logan sprawia wrażenie niezdecydowanego i rozchwianego emocjonalnie, w pewnym momencie chyba sam nie wie czego tak do końca chce. Alyssę oceniam dużo bardziej pozytywnie, jest zwyczajnie zakochana i zrobiłaby dla swojego chłopaka wszystko, może nawet jest zbyt zaślepiona, ale to Logan miesza jej w głowie. Zastanawia mnie to, że jest tak bardzo lojalny w stosunku do brata, ale zachowuje się jak totalny idiota w stosunku do Alyssy.
Sama fabuła jest bardzo ciekawa, wciąga, ale tak jak mówiłam autorka trochę przesadziła z ilością katastrof spadających na bohaterów. Gdyby nie to byłoby całkiem w porządku, bo pomysł był dobry, gdyby tylko okroić trochę ilość problemów, uznałabym ją za książkę ze świetną warstwą psychologiczną, ale autorka przedobrzyła, dlatego niestety tak nie powiem.

Nie mogę stwierdzić, że ta książka jest całkowicie zła, bo tak nie jest. Wciągnęła mnie na kilka godzin, bo mimo wszystkich mankamentów byłam ciekawa jak ostatecznie potoczą się losy bohaterów. Jednak nie zmienia to faktu, że przez zachowanie Logana chwilami miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Rozdziały prowadzone są z perspektywy raz Logana, raz Alyssy, przeważnie podoba mi się taki podział, bo mamy okazję poznać myśli każdego z głównych bohaterów, tak również jest w tym przypadku. Autorka postanowiła także podzielić powieść na dwie części, z której druga dzieje się po 5 latach, kiedy bohaterowie są już dorośli. Obie te części oceniam na równi, nie dostrzegłam jakiejś ogromnej przemiany w zachowaniu postaci, po prostu mamy okazję ich poznać z nieco innej strony (nie chcę spojlerować). Myślę, że w całej tej historii to Logan jest najważniejszy, może taki był zamysł, tego nie wiem, ale mam wrażenie, że Alyssa została trochę pominięta, a wszystkie sytuacje i problemy skupiają się głównie wokół niego. 

Książka zapowiadała się naprawdę świetnie, czekałam na nią z niecierpliwością, ale być może miałam zbyt duże oczekiwania, bo książka zwyczajnie ich nie spełniła, a przynajmniej nie w pełni. Mam nadzieję, że to tylko mały spadek formy i kolejna książka z serii "Żywioły" utrzyma poziom poprzedniczek - "Art&Soul" i "Powietrze, którym oddycha". Niestety, w tym przypadku obyło się bez większych zachwytów i choć powieść wciąga, to nie jest wszystko czego od niej oczekiwałam. Myślę jednak, że tak jak w przypadku każdej książki to kwestia gustu i wielu osobom "Ogień który ich spala" się spodoba.

Tę i inne książki dla kobiet znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania tej powieśći!


poniedziałek, 1 maja 2017

Alek Rogoziński - Do trzech razy śmierć


Róża Krull przekonana przez swojego PR-owca Pawła wyjeżdża na zjazd pisarek. Jest pewna, że będzie nudno, a perspektywa spędzenia kilku dni z koleżankami pisarkami także jej nie cieszy. Jedzie do pięknego dworku w Kopielnikach, gdzie w krótkim czasie okazuje się, że wcale nudno nie będzie. Podczas uroczystej kolacji otruta zostaje jedna z autorek, a co przeraża Róże najbardziej, wszystko wskazuje na to, że ktoś posłużył się pomysłem na morderstwo z jej książki.

Jeszcze do niedawna naprawdę bardzo rzadko czytałam jakikolwiek kryminał, kompletnie nie ciągnęło mnie do tego gatunku. Zmieniło się to jakiś czas temu i od tej pory próbuję nadrobić zaległości. W ten sposób trafiłam na książki Alka Rogozińskiego, w pewnym momencie wszędzie pojawiały się recenzje książek tego autora, dlatego postanowiłam w końcu przeczytać jedną z nich. "Do trzech razy śmierć" było świetnym wyborem! Coś, co od początku najbardziej mnie zastanawiało, to w jaki sposób można połączyć kryminał i komedię, wydawało mi się to niemal niemożliwe. Okazało się, że można i jest to jedno z ciekawszych połączeń, z jakimi miałam ostatnio do czynienia w książkach. Nie polecam tej powieści czytać w podróży, na przykład w autobusie, ludzie mogą dziwnie patrzeć kiedy niekontrolowanie parskniesz śmiechem - wiem coś o tym. Momentów, kiedy można się śmiać jest naprawdę sporo, na zły humor ta powieść jest najlepszym lekarstwem.

Powieść Alka Rogozińskiego wciąga od pierwszych stron, bo już wtedy mamy do czynienia ze zbrodnią, nie wiemy tylko do czego ją dokleić, szybko przewracamy kolejne strony, by dowiedzieć się o co tu chodzi. Aż tu nagle koniec. Tak, ta książka jest za krótka. Ledwo zaczęłam czytać, a już odkładałam ją na półkę. Z drugiej strony jest to atut, cały czas coś się dzieje, nie ma zbyt wielu "zapychaczy", uzupełniających wątków, które mogłyby być dodatkiem do głównej fabuły, czasem są interesujące i dawkują napięcie przy głównym temacie, co pewnie jest ich celem. W moim przypadku jednak, gdy akcja naprawdę mnie wciągnie, nic innego poza kluczowym wątkiem nie przyciąga mojej uwagi, dlatego cieszę się, że autor skupił się właśnie na nim. W przypadku "Do trzech razy śmierć" nie ma ani chwili nudy, każdy rozdział niesie nowe zwroty akcji, wszystko jest ważne dla głównego tematu powieści, dlatego naprawdę trudno oderwać się od lektury. Ciekawy jest przede wszystkim sam pomysł na fabułę, osadzenie jej w środowisku pisarzy, pełnym intryg i tajemnic budzi zainteresowanie. Najbardziej zastanawia ile w ukazanym od kuchni życiu literatów jest prawdy, bo na pewno trochę jest. Nie brak tu humoru z domieszką ironii, którą bardzo w książkach cenię.Dodanie do tego wszystkiego trzech blogerek to według mnie miłe docenienie i zwrócenie uwagi na środowisko blogów literackich. Świetne jest to, że osoby, które autor umieścił na kartach powieści są realne, tak jak ich blogi.

Ogromnym plusem są bez wątpienia wielobarwni bohaterowie. Sama Róża jest postacią dość ekscentryczną, jeśli coś sobie zaplanuje, za wszelką cenę dąży do osiągnięcia tego. Jej pomysły często budzą przerażenie asystenta Pepe, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie Róży wyciągać z kłopotów. Morderstwa w czasie zjazdu pisarek, sprawiają, że podejmuje własne śledztwo i nic jej nie powstrzyma przed odkryciem prawdy. W książce jest ogromna różnorodność jeśli chodzi o charaktery pozostałych postaci, są te pełne ekspresji, ale też nieco bardziej skryte i spokojne.

Świetnie skonstruowana fabuła i ciekawe postacie składają się na to, że od tej historii trudno się oderwać. Już nie mogę się doczekać drugiego tomu z Różą Krull w roli głównej, jestem niemal przekonana, że będzie równie dobry i zabawny. Niecierpliwie czekam na kolejną dawkę śmiechu, Wam tymczasem polecam część pierwszą - "Do trzech razy śmierć"!

Tę i inne nowości znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki!

wtorek, 18 kwietnia 2017

Leisa Rayven - Zły Romeo


Cassie i Ethan kilka lat temu zagrali razem w spektaklu "Romeo i Julia", teraz spotykają się ponownie, by znowu stanąć razem na scenie. Między nimi wiele się zmieniło od tego czasu. Sztuka Szekspira ich połączyła, ale czy tak będzie przy innej sztuce, po latach unikania się? Ethan robi wszystko, by udowodnić Cassie jak bardzo się zmienił, by tylko ją odzyskać. Czy da się odbudować stracone zaufanie?

"Zły Romeo" jest książką, która zaintrygowała mnie od momentu pojawienia się pierwszych zapowiedzi. Co poradzę, że mam ogromną słabość do New Adult? Przekonały mnie także rekomendacje znanych autorek na okładce, ale czy okazały się gwarancją udanej lektury? Właściwie już od pierwszych stron akcja nabiera tempa i nie zwalnia aż do końca, również za sprawą podzielenia rozdziałów na przeszłość i teraźniejszość, dzięki czemu właściwie cały czas dzieje się coś intrygującego. Zastosowanie tego pomysłu pozwala nam także zobaczyć co takiego stało się między bohaterami, poznać dokładnie wszystkie motywy, myśli i emocje jakie im towarzyszyły.

W książce może nie ma bardzo wiele wątków erotycznych, ale jednak są i choć pojawiają się praktycznie w każdej książce New Adult, to przyznam, że stały się nieco powszechne, podobnie jak wzdychanie do bohatera co kilka stron, czego w tej książce nie brakuje. Każdy gatunek rządzi się swoimi prawami i z pewnością wielu osobom nie będzie to przeszkadzać, ale po przeczytaniu wielu książek NA mnie zaczęło to lekko irytować. Przy owym "wzdychaniu"rodzi się kolejna wada. Bohaterowie są dość żywiołowymi charakterami, jednak momentami Cassie zachowuje się jak napalona, a tym samym staje się dość męczącą postacią. Jest też narratorką, dlatego dość często mamy okazję śledzić jej myśli o intymnych sferach ciała Ethana, co... cóż po pewnym czasie stało się naprawdę denerwujące. Podobnie jest z Ethanem, który stara się usprawiedliwić przed zbliżeniem się do Cassie (co dość średnio mu wychodzi), przyznaję jednak, że pomysł na stworzenie tego wątku (nie chcę zbyt wiele ujawniać) był dobry i sprawił, że fabuła była intrygująca, a czytelnik mógł zastanawiać się kiedy nareszcie nastąpi moment zbliżenia. Choć myślę, że mógł zostać jeszcze trochę dopracowany, by być bardziej wiarygodnym.

Motyw włączenia do fabuły książki innego dzieła - "Romea i Julii" jest naprawdę bardzo ciekawy. W końcu tak romantyczne połączenie spektaklu Szekspira i bohaterów "Złego Romeo" grających w owym spektaklu musi być ciekawe i według mnie jest. Same przygotowania do przedstawienia są opisane świetnie, podobnie sam moment jego wystawienia. Książka jest naprawdę wciągająca, potem robi się nieco bardziej spokojnie, ale nadal ciekawie. Chociaż schemat pojawiający się w wielu tego typu książkach jest zachowany, to książka jest napisana w bardzo interesujący sposób w ciekawym stylu i gdyby nie irytujące zachowanie bohaterów wszystko byłoby świetnie. "Zły Romeo" należy do trylogii i przyznam, że według mnie ta historia mogłaby się mieścić w jednym tomie, ale jestem ciekawa co takiego autorka mogła zawrzeć w kolejnych, dlatego pewnie po nie sięgnę.

Jak bardzo "Zły Romeo" jest zły? O tym przekonacie się jeśli sięgniecie po książkę, mimo pewnych wad sądzę, że jest ona godna polecenia. Sama fabuła jest naprawdę interesująca i wciągająca, mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka dopracowała także bohaterów, wtedy ta książka jeszcze bardziej zyska w moich oczach!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 2 kwietnia 2017

Liane Moriarty - Wielkie kłamstewka


Madeline, Jane i Celeste poznają się za sprawą swoich dzieci, które chodzą do tego samego przedszkola. Kobiety są zupełnie różne, ale zaprzyjaźniają się i wspierają. Jane ma problemy z synkiem, Madeline przestaje dogadywać się z córką, wydaje się, że tylko Celeste jest w idealnym związku, a może jednak to ona ma najgorzej? Na wieczorku integracyjnym, do którego wszyscy intensywnie się przygotowywali zdarzyło się "coś"... zbrodnia, może wypadek? W każdym razie ktoś nie żyje.

Trochę mi głupio, bo na przeczytanie powieści "Wielkie kłamstewka" zdecydowałam się dopiero wtedy, gdy pojawił się serial. Po obejrzeniu pierwszych zwiastunów, postanowiłam zapoznać się z książką i chociaż wcześniej już o niej słyszałam jakoś wówczas nie zwróciłam na nią szczególnej uwagi. Szkoda, bo okazała się naprawdę interesującą lekturą. Spokojne miasteczko okazało się być dużo bardziej tajemnicze niż mogłoby się wydawać. Akcja rozpoczyna się zamieszaniem na wieczorku integracyjnym, nie wiemy jednak o co chodzi i nie dowiemy się zbyt szybko... Po tej sytuacji przechodzimy do codziennego życia naszych bohaterek sprzed wieczorku integracyjnego. Poznajemy domysły różnych osób co do przyczyny tego, co zdarzyło się tej pamiętnej nocy. Czy dzięki temu możemy ułożyć układankę i dowiedzieć się kto nie żyje? Może ktoś się domyśli, ale ja żyłam w niepewności do samego końca. To sprawiło, że ostatnie strony całkowicie mnie pochłonęły. Powieść zaczęłam czytać między końcowymi odcinkami serialu, dlatego moje zaciekawienie się wzmogło i zarwałam noc by w końcu dowiedzieć się co takiego się wydarzyło.

Można by się zastanawiać, co ciekawego może być w codziennym życiu bohaterów, okazuje się jednak, że miasteczko, w którym autorka osadziła fabułę jest siedliskiem wielu intryg i tajemnic. Wszystko toczy się właściwie wokół problemu, który pojawił się w przedszkolu. Nie wiadomo kto dręczy jedną z dziewczynek, podejrzenia padają na syna Jane, a sprawy posuwają się dość daleko. Wydaje się, że wszystko szybko się wyjaśni, a jednak sprawa staję się tematem rozmów wszystkich rodziców i staje się coraz bardziej zagadkowa. Przy tym wychodzą na jaw inne fakty z życia głównych bohaterek. Autorka porusza wiele trudnych tematów, wplata je między pozornie zwyczajną, czasem nawet zabawną historię. Porusza problem przemocy i pokazuje, że może ona dotyczyć każdego, niezależnie od wieku, czy pozycji społecznej. Chociaż od początku książki wiemy, że na końcu ktoś zginie, jednak mimo to zakończenie jest zaskoczeniem.

Ogromnym atutem tej powieści są niezwykle dopracowane postacie. Każda jest zupełnie inna, Madeline jest niesamowicie żywiołowa, Jane całkowicie zamknięta w sobie, a Celeste podobnie jest bardzo skryta i smutna, choć wydaje się,że ma wszystko. Ich charaktery są różne, a jednak zostają przyjaciółkami - na dobre i na złe. Wielobarwność wszystkich postaci jest sporym plusem, sprawia, że książka staje się wyjątkowa, a postacie zapadają nam w pamięć, bo nie są jednolite.
Podoba mi się, że mimo, iż autorka stworzyła powieść, w której poruszyła wiele trudnych tematów, nie zabrakło tutaj też humoru. Poza tym uzupełnianie rozdziałów wypowiedziami różnych osób, które w jakiś sposób były powiązane ze zdarzeniami w książce. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem, podobnie jak z tym, by od początku zapowiedziane było, że coś się wydarzy, chociaż nie wiemy co, więc śmierć jednej z postaci nie powinna być dla nas niespodzianką. Jednak wszystkie te czynniki składają się na to, że książka naprawdę wciąga i jak najszybciej chcemy poznać zakończenie.

Żałuję, że tak późno zwróciłam uwagę na tę książkę, ale lepiej późno, niż wcale, dlatego jeśli jeszcze nie znacie "Wielkich kłamstewek" zachęcam do zapoznania się z lekturą! Wielobarwne postacie, wiele interesujących wątków, wciągająca fabuła, sprawiły, że jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Czas spędzony z tą książką z pewnością nie był stracony!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Księgarni Tania Książka!

poniedziałek, 27 marca 2017

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa


Jamie zaczyna nowe życie, właśnie wyszedł z poprawczaka i zamierza na zawsze zerwać z kryminalną przeszłością. W klubie poznaje Ellie, dziewczyna zerwała z chłopakiem i nie chce na nowo się wiązać, a jednak zakochują się w sobie. Problem w tym, że chłopak ukrywa przed Ellie swoją mroczną przeszłość, która daje o sobie znać. Czy uda mu się całkowicie zerwać z tym co było?

Niedawno dość popularna na polskim rynku wydawniczym była książka "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno", bardzo byłam ciekawa tej pozycji, ale nie zdążyłam się z nią zapoznać, bo pojawiła się kolejna powieść Moseley - "Chłopak, który chciał zacząć od nowa". Zaintrygowana mroczną przeszłością bohatera, z nadzieją na coś nowego sięgnęłam po powieść. Im więcej czytam New Adult, tym bardziej stałam się wymagająca, chyba właśnie dlatego pierwsze strony nie zrobiły na mnie wrażenia. Relacja łącząca Ellie i Jamiego wydała mi się dość banalna, spotykają się w klubie, spędzają ze sobą noc i rodzi się miłość. Bardzo żałuję, że autorka zdecydowała się w tak mało oryginalny sposób rozpocząć znajomość bohaterów, bo właśnie to najmniej do mnie przemówiło. Pierwsze spotkanie postaci zaskoczyło mnie też pewną nielogicznością, na przykład Ellie widząc Jamiego stwierdza, że wygląda na dwadzieścia jeden lat, doceniam niezwykłą dokładność, ale czemu akurat tyle, nie rok mniej czy więcej? No, ale okazuje się, że bohaterka idealnie trafiła z wiekiem - niezła precyzja. Całe szczęście czytając dalej, było coraz mniej takich sytuacji.

Dużo bardziej niż wątek miłosny przemówił do mnie wątek przeszłości Jamiego i jego połączenie z teraźniejszością, który wprowadził do książki nieco tajemniczości i ożywił całą tę historię. Gdyby nie on, książka nie wyróżniałaby się niczym szczególnym. Myślę, że dzięki temu zyskała też właśnie relacja miłosna, bez tej nieco kryminalnej przeszłości bohatera, mam wrażenie, że byłaby ona nudna. To właśnie przeszłość Jamiego sprawiła, że śledziłam tę historię z pewnymi emocjami i zaciekawieniem. Wprowadził nieco akcji, po trochę mdłych scenach miłosnych bohaterów, bo niestety ale w pewnych momentach robiło się sztucznie i zbyt słodko. Pomysł na tę książkę był naprawdę dobry, ale według mnie jego realizacja powiodła się tylko w połowie. Niestety, bo dostrzegam tu spory potencjał, który trochę spalił się na mało logicznych wypowiedziach, zbyt słodkich momentach, czy sztuczności w rozmowach bohaterów.

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to Ellie wydała mi się zbyt wyidealizowana, z czasem jednak jakby stała się dojrzalsza. Jak to już bywa z niegrzecznymi bohaterami, to Jamie bardziej zdobył moją sympatię. Ma przestępczą przeszłość, która za sprawą różnych czynników, zaczyna coraz bardziej kolidować z teraźniejszością, mimo, że chłopak chciałaby zacząć wszystko od nowa. Myślę, że wprowadzenie wątku kryminalnego do tej historii było najlepszym pomysłem, zyskali na tym bohaterowie, którzy stali się dużo bardziej barwni, ich związek, który dzięki temu jest mniej szablonowy i rozwój akcji, która nabrała tempa. Zakończenie pozostaje otwarte i pozostawia w oczekiwaniu na kolejny tom. Może moim priorytetem nie będzie, by zapoznać się z drugą częścią losów Jamiego i Ellie, ale przyznam, że zakończenie budzi moją ciekawość.

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa", to powieść, która może nie jest najlepszą z gatunku New Adult jaką czytałam, ale ostatecznie wciąga i intryguje. Jestem trochę zawiedziona, bo liczyłam na nieco więcej, ale to pewnie dlatego, że coraz trudniej mnie zaskoczyć. Myślę jednak, że wielu osobom ta powieść może przypaść do gustu i będą nią bardziej ode mnie usatysfakcjonowani.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!

czwartek, 16 lutego 2017

Agnieszka Olejnik - Nieobecna


Bliźniaczki Julita i Julia co jakiś czas zamieniają się tożsamościami, Julita wchodzi w skórę Julii, przebywa w jej wielkim domu, opiekuje się jej dzieckiem, w czasie gdy Julia spotyka się z kochankami. Wszystko zawsze szło dobrze. Nikt się nie zorientował. Dochodzi jednak do niespodziewanej sytuacji, podczas jednej z zamian Julia wraz z mężczyzną zostaje znaleziona w mieszkaniu Julity. Nikt nie wie, że to właśnie Julia nie żyje, wszyscy są przekonani,że to Julita. Czy ktoś się zorientuje? A może Julita wyprowadzi ich z błędu?

Agnieszka Olejnik ma na swoim koncie już sporo książek, po które już od jakiegoś czasu zamierzałam sięgnąć. Skłaniałam się jednak bardziej ku obyczajówkom, ale ostatecznie zaintrygowana opisem zdecydowałam się zacząć od "Nieobecnej", czyli kryminału. Myślę, że była to dobra decyzja, bo książka okazała się niezwykle wciągająca. Autorka przede wszystkim zaskoczyła mnie pomysłem, nigdy nie sądziłam, że z tak bajkowego schematu jak zamiana ról, można stworzyć tak nieprzewidywalny kryminał! Może nie jest to wątek całkowicie nowy, ale sam fakt, że autorka potrafiła go wykorzystać w zupełnie inny, świeży sposób, jest dla mnie dużym plusem. Przyznam, że pierwsze 200 stron nie zwiastowało, że książka będzie tak zaskakująca. Na początku śledzimy głównie nową rolę Julity, to, jak opiekuje się siostrzeńcem i dogaduje się z mężem zmarłej siostry. Przypomina to obyczajówkę i  bałam się, że tak będzie do końca. Po przekroczeniu połowy książki, coś się ruszyło i zaczęło się robić coraz bardziej zaskakująco, na jaw zaczęły wychodzić zupełnie nowe fakty, pojawiło się coraz więcej pytań. Dlatego od tego momentu naprawdę trudno było mi odłożyć książkę na później.

Na pochwałę zasługują przede wszystkim kreacje bohaterów, wydaje, że przy kryminałach portrety psychologiczne powinny być naprawdę dobrze zarysowane, by móc "wniknąć" w bohaterów, zaobserwować ich zachowania, myśli, ale jednocześnie nie domyślić się przez to, jaki będzie finał całej historii. Myślę, że Agnieszce Olejnik znakomicie się to udało. Dogłębnie poznajemy myśli Julity, obserwujemy jej bezradność, strach, codzienne rozterki. W tym przypadku tym lepiej możemy poznać sytuację głównej bohaterki, ponieważ jest ona jednocześnie narratorką. Z czasem okazuje się, że osoba, którą udaje, skrywała wiele sekretów, o których Julita nie miała pojęcia. Siostra ukrywała przed nią, znacznie więcej niż mogła się spodziewać, dlatego tym trudniej jest jej "grać" Julię. Ma nadzieję na jak najszybszy rozwód z mężem Julii - Patrykiem. Jego postać również wykreowana została bardzo wiarygodnie i ciekawie.

"Nieobecna" to lektura wciągająca i nieprzewidywalna. W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać niemalże wszystkich i choć coś tam świtało mi, kto może być mordercą, to nie miałam pojęcia jak to wszystko ze sobą połączyć. Dotychczas rzadko czytałam kryminały, jednak chciałabym to zmienić, a takie książki jak "Nieobecna" tylko zachęcają, by poznać więcej powieści z tego gatunku. Jestem pełna podziwu dla intrygi, którą stworzyła autorka. Po dość zwyczajnym początku, który nie zwiastował wielkich zaskoczeń i tak naprawdę nie pozwalał by całkowicie się wciągnąć, od połowy naprawdę nie mogłam się oderwać. Od tego momentu książka dostarczyła także całe mnóstwo emocji. Wydaje mi się, że wcześniejszy spokojny tryb akcji miał na celu stopniowanie napięcia, by powoli wprowadzać nowe wydarzenia, niepokój i coraz bardziej zaskakiwać. Nie zmienia to jednak faktu, że był jak dla mnie troszkę nudny.

Nie znam książek literatury obyczajowej Agnieszki Olejnik, ale jeśli są równie dobre jak "Nieobecna", to już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po którąś z nich! Pierwsze spotkanie z jej powieściami zaliczam do jak najbardziej udanych i gorąco polecam każdemu tę książkę!

Tę powieść oraz inne książki dla kobiet znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka

poniedziałek, 13 lutego 2017

Magdalena Witkiewicz - Pracownia dobrych myśli


Na ulicy Przytulnej 26 mieszkają właściwie obcy sobie ludzie. Kiedyś, kiedy babcia Pelagia miała tam swoją pracownie krawiecką mieszkańcy byli radośni, zadowoleni, po jej śmierci w budynku zamieszkali przypadkowi ludzie. Przez lata w miejscu pracowni były przeróżne sklepy, w końcu wnuk otwiera tam kwiaciarnię. Może teraz nareszcie zagości tam szczęście?

Na temat książek Magdaleny Witkiewicz słyszałam już mnóstwo dobrego. Trochę zajęło mi by samej przekonać się, czy książki tej autorki przypadną mi do gustu, ale w końcu zdecydowałam się zacząć od "Pracowni dobrych myśli". Myślę, że dobrze wybrałam, bo powieść bardzo przypadła mi do gustu, choć spodziewałam się czegoś więcej. Przede wszystkim książka jest idealna na wszystkie smutki, bo świetnie potrafi poprawić humor - temu nie da się zaprzeczyć. Autorka zaserwowała nam pełną uroku historię, mało realną, ale tak przyjemną, że szkoda było mi ją kończyć. Historia jest przepełniona optymizmem, pozwala na chwilę oderwać się od codzienności, by obserwować życie kilku osób, które nie mają jakiś wielkich problemów, poza tym, że są samotni. Do momentu stworzenia przez jednego z mieszkańców kwiaciarni, sąsiedzi poza grzecznościowym "dzień dobry" nie nawiązywali ze sobą kontaktów. Nagle wszystko się zmienia i powoli zaczyna się układać.

W powieści pojawiają się niezwykle sympatyczni bohaterowie, szczególnie zapada w pamięć pani Wiesia, kobieta, która wie wszystko o wszystkich, lubi ludzi, których codzienni obserwuje ze swojego okna. Dużo wie, bo ogląda telewizje, no i bardzo nie lubi kłopotów - o tym dowiadujemy się właściwie w każdym rozdziale, a może nawet częściej. Początkowo wywoływało to na mojej twarzy uśmiech, ale w pewnym momencie zaczęło zwyczajnie irytować. Rozumiem, że autorka miała taki zamysł, ale te frazy pojawiały się nieco zbyt często. Poznajemy również wielu innych bohaterów, ale to właśnie pani Wiesia jest najbardziej charakterystyczna w całej tej powieści, do tego o niej właściwie dowiadujemy się najwięcej. Bohaterów jest tutaj sporo, ale tak naprawdę o pozostałych - malarce Grażynie, czy właścicielu kwiaciarni Florianie wiemy niewiele. Mimo tego, nie sposób ich nie polubić.
Zawsze jest najpierw źle, by potem było dobrze. I by to "dobrze" lepiej nam smakowało.
Autorka tak naprawdę opowiedziała nam historię zwyczajnych ludzi w nieco nierealny sposób. Nie ma tu jakiś większych zwrotów akcji, które całkowicie by nas zaskoczyły. Nie można jednak odmówić książce pewnej magii i klimatu. "Pracownia dobrych myśli" daje nadzieję, opowiada o miłości, przyjaźni, szczęściu - wszystkim co w życiu ważne. Cała historia nastraja optymistycznie i otula ciepłem, mamy też okazję by trochę się pośmiać, ponieważ niejednokrotnie dialogi lub sytuacje były naprawdę zabawne. Bardzo podoba mi się również styl autorki, lekki i plastyczny.

Po wielu książkach opowiadających historię nieszczęśliwej miłości, chyba miałam ochotę na taką powieść jak "Pracownia dobrych myśli", o zwyczajnych ludziach, choć nieco nierealną. Może nie spełniła w stu procentach moich oczekiwań, jednak na pewno nie jest to ostatnia książka Magdaleny Witkiewicz, po którą sięgnęłam. Jeśli kolejne powieści czyta się równie przyjemnie jak tę, na pewno regularnie będę czytać książki tej autorki. "Pracownia" naprawdę mnie wciągnęła, z żalem odkładałam ją na półkę, właściwie żałuję, że powieść nie jest troszkę dłuższa. Mimo pewnych mankamentów, powieść gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Tania Książka!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka