środa, 14 czerwca 2017

Agata Przybyłek, Natalia Sońska - Przyjaciółki


Anna i Ludmiła poznały się jeszcze na studiach, wtedy zostały najlepszymi przyjaciółkami i od tej pory są dla siebie wsparciem na każdym życiowym zakręcie. Miłka próbuje spełniać swoje marzenia dotyczące fotografii, nareszcie nadarza się okazja, by móc realizować swoją pasję. Anna z kolei jest żoną marynarza dlatego długie miesiące spędza sama z małą córeczką. Chociaż obie są dla siebie wielkim wsparciem, żadna z nich nie była w tak trudnej sytuacji jak teraz...

Ostatnio coraz bardziej lubię sięgać po literaturę kobiecą, książki z tego gatunku zawsze są pewnym odprężeniem. Okładka "Przyjaciółek" sugeruje cukierkową historię o tytułowych przyjaciółkach, dlatego moje zaskoczenie było niemałe, gdy już po niespełna 30 stronach, zaczynają się dziać historie niczym z filmu akcji! Przez kilkadziesiąt stron nie mogłam się oderwać i z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów. Wydawało się, że w obliczu tych wydarzeń, wątek przyjaciółek trochę zniknął w tle. Tak jednak do końca nie jest, można zauważyć,że tak naprawdę co by się nie działo, Ludmiła i Anna są blisko siebie, wspierają się, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak bardzo tego nie widać. Chociaż przyjaźń chwilami została nieco przytłumiona kłopotami kobiet, głównie problemami w małżeństwie, to myślę, że ta przyjaźń w każdym momencie życia bohaterek, mniej lub bardziej została w książce ukazana. Pokazując, że czasami wystarczy mieć świadomość tego, że gdzieś jest przyjaciel, na którego zawsze możesz liczyć, nawet jeżeli akurat w tym momencie nie ma go obok.
Bo największą przeszkodą do realizacji marzeń jesteśmy my sami. Wymyślamy wymówki, bojąc się zmian.
Wydaje mi się, że pisanie książki we dwójkę wcale nie jest prostą sprawą, w końcu wszystko trzeba złożyć tak, by nie było żadnych sprzeczności. Tutaj tak naprawdę trudno jest wyczuć, że powieść pisały dwie autorki, oczywiście są jakieś różnice w stylu pisania, ale myślę, że gdyby na okładce nie widniały dwa nazwiska, mogłabym się nie domyślić, że w pisanie tej powieści były zaangażowane dwie osoby (choć może wynika to z tego, że znane mi są póki co jedynie książki Natalii Sońskiej, te Agaty Przybyłek dopiero przede mną). Treść jest tak spójna, każdy rozdział idealnie się ze sobą komponuje, że trudno jest mieć w tym przypadku jakiekolwiek zarzuty. Naprawdę autorkom należą się wielkie brawa, że udało im się tak świetnie zgrać! Dzięki temu możemy przeczytać historię, która wciąga już od pierwszych stron, nawet wzrusza, a czasami łamie serce. Niewątpliwie to jedna z tych książek, które dają do myślenia. Chociaż pewnych rzeczy w tej powieści można się domyślić, do końca w niepewności śledziłam losy bohaterów, końcówkę pochłonęłam w mgnieniu oka! Dodatkowo nie wszystko ułożyło się tak, jak się tego spodziewałam. Środek historii jest nieco słabszy, w pewnym momencie dzieje się trochę mniej, nie zmienia to jednak faktu, że nadal czyta się lekko i przyjemnie.

Świetne są kreacje bohaterek, Anna poukładana, twardo stąpa po ziemi, ponieważ codziennie musi sama zajmować się córeczką, wykonywać wszystkie domowe czynności. Musi też radzić sobie z tęsknotą do męża, kiedy ten na kilka miesięcy wypływa w rejs. Ludmiła to w pewnym sensie marzycielka, sama tak do końca nie wie czego chce, mąż dwoi się i troi, by kobieta miała to, czego tylko zapragnie. Ona sama jednak jest rozbita między byciem przy mężu, a szukaniem szczęścia gdzie indziej. Bohaterki zupełnie się od siebie różnią, a jednak przeciwieństwa się przyciągają, w końcu są najlepszymi przyjaciółkami. Autorki pokazały również kłopoty w związkach Anny i Ludmiły, dzięki którym widzimy, że nie zawsze jest kolorowo, ważne jest wsparcie przyjaciela, który zawsze gdzieś czuwa. Tak jak wspomniałam, nie dajcie się zwieść okładce, która sugeruje słodką historię, jaką ta powieść nie jest. Jest tu mnóstwo życiowych sztormów, które bohaterki starają się przetrwać, choć nie zawsze jest łatwo i nie zawsze wszystko układa się tak jak by się chciało.
Kiedy przysięgasz z kimś żyć na dobre i złe, masz obowiązek postępować tak, by przetrwać wspólnie nawet najgorsze życiowe sztormy. Za wszelką cenę.    
"Przyjaciółki" polecam kobietom w każdym wieku, myślę, że każda odnajdzie tutaj coś dla siebie. Gwarantuję, że tę historię pochłoniecie w kilka wieczorów, bo w pewnych chwilach naprawdę trudno się od niej oderwać. To książka, która niesie mnóstwo wzruszeń i zwrotów akcji, ale przede wszystkim pokazuje, że przyjaźń jest ważna. Przeczytajcie tę książkę - warto!

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!

niedziela, 11 czerwca 2017

Jojo Moyes - Zanim się pojawiłeś


[może zawierać spojlery]
Kiedy Lou traci pracę w kawiarni, jest zmuszona jak najszybciej znaleźć sobie nową, nie ma zbyt wielkiego wyboru, dlatego kiedy pojawia się dobrze płatna oferta opieki nad niepełnosprawnym mężczyzną, decyduje się wziąć tę pracę. Ma ona polegać głównie na towarzyszeniu Willowi, który dwa lata wcześniej uległ wypadkowi. Will nie ma łatwego charakteru, dlatego trudno jest się z nim dogadać, ale Lou robi co w jej mocy, by godziny, które ze sobą spędzają były jak najprzyjemniejsze.

"Zanim się pojawiłeś" choć zostało wydane już jakiś czas temu, ostatnio, za sprawą ekranizacji stało się dużo bardziej popularne. Ja również zaintrygowana pozytywnymi recenzjami i filmem musiałam sięgnąć po książkę. Oczekiwania miałam spore, ale jak się szybko okazało książka wciągnęła mnie bez reszty, wycisnęła morze łez i dogłębnie wstrząsnęła. Mimo, że wiedziałam jaki finał ma ta historia nie mogłam przestać płakać. Żałuję, że zwróciłam uwagę na tę książkę dopiero, gdy wokół niej zrobił się większy szum, ale lepiej późno, niż wcale. Swoją drogą chyba jeszcze nie spotkałam się z czymś takim, by tytuł drugiego tomu tak bardzo spojlerował zakończenie tomu pierwszego (jeśli jakimś cudem nie znacie tytułu drugiej części, nie radzę go poznawać, przed lekturą "Zanim się pojawiłeś"). Powieść Jojo Moyes zaskoczyła mnie oryginalnością, choć początkowo nie wydaje się że, może być aż tak wyjątkowa.
Nie krytykuj czegoś, zanim nie spróbujesz.
Bohaterowie, których wykreowała autorka są niepowtarzalni. Will, arogancki i niemiły pod wpływem Lou staje się dużo bardziej otwarty niż po wypadku. Właściwie nie dziwię mu się, że po wypadku taki się stał, pewnie każdy zareagowałby inaczej, a on zareagował akurat tak. Nagle musi polegać na innych, podczas gdy wcześniej robił co tylko chciał. Lou skromna i jednocześnie zakręcona potrafi wywołać uśmiech nie tylko Willa, ale i czytelnika. Will zdecydowanie stał się jednym z moich ulubionych bohaterów literackich! Dialogi jego i Lou nie jeden raz doprowadzały mnie do śmiechu, uwielbiam gdy pojawia się w nich nutka ironii, a tutaj było tego sporo, nie wypadło to sztucznie, tylko bardzo naturalne, jakbym słyszała ich gdzieś na żywo. Styl jakim autorka się posługuje, jest niezwykle lekki i plastyczny, przez co czytało mi się bardzo szybko i z ogromną przyjemnością.

Autorka pokazała jak ważna w życiu człowieka jest druga osoba - przyjaciel, który po prostu będzie. Will zmienia się nie do poznania kiedy spotyka Lou, staje się dużo bardziej radosny i zgadza się na wszystkie szalone pomysły dziewczyny. "Zanim się pojawiłeś" to nie kolejny romans, z banalnym zakończeniem i mało oryginalnym pomysłem. Przeciwnie, to piękna historia o miłości, jedna z bardziej oryginalnych jakie kiedykolwiek czytałam i chociaż zakończenie jest takie, a nie inne, to po przemyśleniu sądzę, że dodało ono książce realizmu. Czy się z nim zgadzam? Nie jestem pewna, z jednej strony rozumiem dlaczego bohater tak postąpił, z drugiej gdy zamiast rozumem, pomyślę sercem, jest już trochę inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że to jedna z piękniejszych historii o miłości, jakie czytałam w ostatnim czasie. Bo autorka stworzyła coś zupełnie innego, niż mogłabym się tego spodziewać, wbrew tematyce, którą porusza, nie brakuje w niej radości i to jest naprawdę niesamowite. W jednej książce potrafiła połączyć dwa, jakże skraje uczucia - radość i smutek.
Po prostu żyj dobrze .Po prostu żyj.
"Zanim się pojawiłeś" to książka, która zmienia spojrzenie na pewne sprawy. Niesie ze sobą przesłanie. Uczy, by cieszyć się każdą chwilą, uśmiechać się do życia i pokazuje piękno miłości. To niesamowita historia, której nie zapomnę, bo jest po prostu niezwykła. Z pewnością nie spodziewałam się, że tak mną wstrząśnie, ale to zrobiła i cieszę się, że ją przeczytałam!
Gorąco Wam tę powieść polecam!

czwartek, 4 maja 2017

Brittainy C. Cherry - Ogień, który ich spala


Logan i Alyssa są najlepszymi przyjaciółmi, są dla siebie wsparciem w każdej chwili, w tych prozaicznych sprawach jaki i tych ważnych. Wydawać by się mogło, że są zupełnym przeciwieństwem. On dumny i zbuntowany, pochodzi z ubogiej rodziny i nie potrafi uwolnić się od narkotyków. Ona spokojna i grzeczna, z bogatej rodziny, kocha muzykę, której chciałaby się poświęcić. Zakochują sobie, ale czy ich miłość jest w stanie przetrwać?

Brittainy C. Cherry jakiś czas temu zawładnęła moim sercem za sprawą "Art&Soul", później poturbowała mnie emocjonalnie przez "Powietrze, którym oddycha". Teraz przyszedł czas na "Ogień, który ich spala", czy było równie świetnie jak przy dwóch wcześniejszych tytułach? Było dobrze, ale tylko dobrze. Przyznam, że jestem troszkę zawiedziona, bo po innych, jakże wspaniałych książkach tej autorki spodziewałam się nieco więcej. Tymczasem przez większą część książki nie mogłam znieść zachowania bohaterów, a ilość dramatów, które znalazły się w niej odrobinę mnie przytłoczyła. Mam wrażenie, że autorka trochę przedobrzyła ładując do książki problemy z przemocą, narkomanią, brakiem pieniędzy, porozumieniem z rodzicami i kilkoma innymi sprawami. Rozumiem, że autorka w ten sposób chciała stworzyć mocną warstwę psychologiczną, pokazując, że ludzi czasami przytłaczają kłopoty i nie zawsze sobie  nimi radzą. Myślę jednak, że tych trudności, z którymi zmagają się postacie jest za dużo jak na jedną książkę i ostatecznie wyszło dość słabo.

Bohaterowie w pewnym momencie nieźle zaczęli mnie irytować, ich ciągłe rozdarcie było nie do wytrzymania. Szczególnie chodzi mi tutaj o Logana. To jak potraktował Alyssę to jakieś nieporozumienie, miałam ochotę porządnie nim potrząsnąć. Dziewczyna jest dużo bardziej stabilna w tym co robi i czuje. To Logan sprawia wrażenie niezdecydowanego i rozchwianego emocjonalnie, w pewnym momencie chyba sam nie wie czego tak do końca chce. Alyssę oceniam dużo bardziej pozytywnie, jest zwyczajnie zakochana i zrobiłaby dla swojego chłopaka wszystko, może nawet jest zbyt zaślepiona, ale to Logan miesza jej w głowie. Zastanawia mnie to, że jest tak bardzo lojalny w stosunku do brata, ale zachowuje się jak totalny idiota w stosunku do Alyssy.
Sama fabuła jest bardzo ciekawa, wciąga, ale tak jak mówiłam autorka trochę przesadziła z ilością katastrof spadających na bohaterów. Gdyby nie to byłoby całkiem w porządku, bo pomysł był dobry, gdyby tylko okroić trochę ilość problemów, uznałabym ją za książkę ze świetną warstwą psychologiczną, ale autorka przedobrzyła, dlatego niestety tak nie powiem.

Nie mogę stwierdzić, że ta książka jest całkowicie zła, bo tak nie jest. Wciągnęła mnie na kilka godzin, bo mimo wszystkich mankamentów byłam ciekawa jak ostatecznie potoczą się losy bohaterów. Jednak nie zmienia to faktu, że przez zachowanie Logana chwilami miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Rozdziały prowadzone są z perspektywy raz Logana, raz Alyssy, przeważnie podoba mi się taki podział, bo mamy okazję poznać myśli każdego z głównych bohaterów, tak również jest w tym przypadku. Autorka postanowiła także podzielić powieść na dwie części, z której druga dzieje się po 5 latach, kiedy bohaterowie są już dorośli. Obie te części oceniam na równi, nie dostrzegłam jakiejś ogromnej przemiany w zachowaniu postaci, po prostu mamy okazję ich poznać z nieco innej strony (nie chcę spojlerować). Myślę, że w całej tej historii to Logan jest najważniejszy, może taki był zamysł, tego nie wiem, ale mam wrażenie, że Alyssa została trochę pominięta, a wszystkie sytuacje i problemy skupiają się głównie wokół niego. 

Książka zapowiadała się naprawdę świetnie, czekałam na nią z niecierpliwością, ale być może miałam zbyt duże oczekiwania, bo książka zwyczajnie ich nie spełniła, a przynajmniej nie w pełni. Mam nadzieję, że to tylko mały spadek formy i kolejna książka z serii "Żywioły" utrzyma poziom poprzedniczek - "Art&Soul" i "Powietrze, którym oddycha". Niestety, w tym przypadku obyło się bez większych zachwytów i choć powieść wciąga, to nie jest wszystko czego od niej oczekiwałam. Myślę jednak, że tak jak w przypadku każdej książki to kwestia gustu i wielu osobom "Ogień który ich spala" się spodoba.

Tę i inne książki dla kobiet znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania tej powieśći!


poniedziałek, 1 maja 2017

Alek Rogoziński - Do trzech razy śmierć


Róża Krull przekonana przez swojego PR-owca Pawła wyjeżdża na zjazd pisarek. Jest pewna, że będzie nudno, a perspektywa spędzenia kilku dni z koleżankami pisarkami także jej nie cieszy. Jedzie do pięknego dworku w Kopielnikach, gdzie w krótkim czasie okazuje się, że wcale nudno nie będzie. Podczas uroczystej kolacji otruta zostaje jedna z autorek, a co przeraża Róże najbardziej, wszystko wskazuje na to, że ktoś posłużył się pomysłem na morderstwo z jej książki.

Jeszcze do niedawna naprawdę bardzo rzadko czytałam jakikolwiek kryminał, kompletnie nie ciągnęło mnie do tego gatunku. Zmieniło się to jakiś czas temu i od tej pory próbuję nadrobić zaległości. W ten sposób trafiłam na książki Alka Rogozińskiego, w pewnym momencie wszędzie pojawiały się recenzje książek tego autora, dlatego postanowiłam w końcu przeczytać jedną z nich. "Do trzech razy śmierć" było świetnym wyborem! Coś, co od początku najbardziej mnie zastanawiało, to w jaki sposób można połączyć kryminał i komedię, wydawało mi się to niemal niemożliwe. Okazało się, że można i jest to jedno z ciekawszych połączeń, z jakimi miałam ostatnio do czynienia w książkach. Nie polecam tej powieści czytać w podróży, na przykład w autobusie, ludzie mogą dziwnie patrzeć kiedy niekontrolowanie parskniesz śmiechem - wiem coś o tym. Momentów, kiedy można się śmiać jest naprawdę sporo, na zły humor ta powieść jest najlepszym lekarstwem.

Powieść Alka Rogozińskiego wciąga od pierwszych stron, bo już wtedy mamy do czynienia ze zbrodnią, nie wiemy tylko do czego ją dokleić, szybko przewracamy kolejne strony, by dowiedzieć się o co tu chodzi. Aż tu nagle koniec. Tak, ta książka jest za krótka. Ledwo zaczęłam czytać, a już odkładałam ją na półkę. Z drugiej strony jest to atut, cały czas coś się dzieje, nie ma zbyt wielu "zapychaczy", uzupełniających wątków, które mogłyby być dodatkiem do głównej fabuły, czasem są interesujące i dawkują napięcie przy głównym temacie, co pewnie jest ich celem. W moim przypadku jednak, gdy akcja naprawdę mnie wciągnie, nic innego poza kluczowym wątkiem nie przyciąga mojej uwagi, dlatego cieszę się, że autor skupił się właśnie na nim. W przypadku "Do trzech razy śmierć" nie ma ani chwili nudy, każdy rozdział niesie nowe zwroty akcji, wszystko jest ważne dla głównego tematu powieści, dlatego naprawdę trudno oderwać się od lektury. Ciekawy jest przede wszystkim sam pomysł na fabułę, osadzenie jej w środowisku pisarzy, pełnym intryg i tajemnic budzi zainteresowanie. Najbardziej zastanawia ile w ukazanym od kuchni życiu literatów jest prawdy, bo na pewno trochę jest. Nie brak tu humoru z domieszką ironii, którą bardzo w książkach cenię.Dodanie do tego wszystkiego trzech blogerek to według mnie miłe docenienie i zwrócenie uwagi na środowisko blogów literackich. Świetne jest to, że osoby, które autor umieścił na kartach powieści są realne, tak jak ich blogi.

Ogromnym plusem są bez wątpienia wielobarwni bohaterowie. Sama Róża jest postacią dość ekscentryczną, jeśli coś sobie zaplanuje, za wszelką cenę dąży do osiągnięcia tego. Jej pomysły często budzą przerażenie asystenta Pepe, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie Róży wyciągać z kłopotów. Morderstwa w czasie zjazdu pisarek, sprawiają, że podejmuje własne śledztwo i nic jej nie powstrzyma przed odkryciem prawdy. W książce jest ogromna różnorodność jeśli chodzi o charaktery pozostałych postaci, są te pełne ekspresji, ale też nieco bardziej skryte i spokojne.

Świetnie skonstruowana fabuła i ciekawe postacie składają się na to, że od tej historii trudno się oderwać. Już nie mogę się doczekać drugiego tomu z Różą Krull w roli głównej, jestem niemal przekonana, że będzie równie dobry i zabawny. Niecierpliwie czekam na kolejną dawkę śmiechu, Wam tymczasem polecam część pierwszą - "Do trzech razy śmierć"!

Tę i inne nowości znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki!

wtorek, 18 kwietnia 2017

Leisa Rayven - Zły Romeo


Cassie i Ethan kilka lat temu zagrali razem w spektaklu "Romeo i Julia", teraz spotykają się ponownie, by znowu stanąć razem na scenie. Między nimi wiele się zmieniło od tego czasu. Sztuka Szekspira ich połączyła, ale czy tak będzie przy innej sztuce, po latach unikania się? Ethan robi wszystko, by udowodnić Cassie jak bardzo się zmienił, by tylko ją odzyskać. Czy da się odbudować stracone zaufanie?

"Zły Romeo" jest książką, która zaintrygowała mnie od momentu pojawienia się pierwszych zapowiedzi. Co poradzę, że mam ogromną słabość do New Adult? Przekonały mnie także rekomendacje znanych autorek na okładce, ale czy okazały się gwarancją udanej lektury? Właściwie już od pierwszych stron akcja nabiera tempa i nie zwalnia aż do końca, również za sprawą podzielenia rozdziałów na przeszłość i teraźniejszość, dzięki czemu właściwie cały czas dzieje się coś intrygującego. Zastosowanie tego pomysłu pozwala nam także zobaczyć co takiego stało się między bohaterami, poznać dokładnie wszystkie motywy, myśli i emocje jakie im towarzyszyły.

W książce może nie ma bardzo wiele wątków erotycznych, ale jednak są i choć pojawiają się praktycznie w każdej książce New Adult, to przyznam, że stały się nieco powszechne, podobnie jak wzdychanie do bohatera co kilka stron, czego w tej książce nie brakuje. Każdy gatunek rządzi się swoimi prawami i z pewnością wielu osobom nie będzie to przeszkadzać, ale po przeczytaniu wielu książek NA mnie zaczęło to lekko irytować. Przy owym "wzdychaniu"rodzi się kolejna wada. Bohaterowie są dość żywiołowymi charakterami, jednak momentami Cassie zachowuje się jak napalona, a tym samym staje się dość męczącą postacią. Jest też narratorką, dlatego dość często mamy okazję śledzić jej myśli o intymnych sferach ciała Ethana, co... cóż po pewnym czasie stało się naprawdę denerwujące. Podobnie jest z Ethanem, który stara się usprawiedliwić przed zbliżeniem się do Cassie (co dość średnio mu wychodzi), przyznaję jednak, że pomysł na stworzenie tego wątku (nie chcę zbyt wiele ujawniać) był dobry i sprawił, że fabuła była intrygująca, a czytelnik mógł zastanawiać się kiedy nareszcie nastąpi moment zbliżenia. Choć myślę, że mógł zostać jeszcze trochę dopracowany, by być bardziej wiarygodnym.

Motyw włączenia do fabuły książki innego dzieła - "Romea i Julii" jest naprawdę bardzo ciekawy. W końcu tak romantyczne połączenie spektaklu Szekspira i bohaterów "Złego Romeo" grających w owym spektaklu musi być ciekawe i według mnie jest. Same przygotowania do przedstawienia są opisane świetnie, podobnie sam moment jego wystawienia. Książka jest naprawdę wciągająca, potem robi się nieco bardziej spokojnie, ale nadal ciekawie. Chociaż schemat pojawiający się w wielu tego typu książkach jest zachowany, to książka jest napisana w bardzo interesujący sposób w ciekawym stylu i gdyby nie irytujące zachowanie bohaterów wszystko byłoby świetnie. "Zły Romeo" należy do trylogii i przyznam, że według mnie ta historia mogłaby się mieścić w jednym tomie, ale jestem ciekawa co takiego autorka mogła zawrzeć w kolejnych, dlatego pewnie po nie sięgnę.

Jak bardzo "Zły Romeo" jest zły? O tym przekonacie się jeśli sięgniecie po książkę, mimo pewnych wad sądzę, że jest ona godna polecenia. Sama fabuła jest naprawdę interesująca i wciągająca, mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka dopracowała także bohaterów, wtedy ta książka jeszcze bardziej zyska w moich oczach!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 2 kwietnia 2017

Liane Moriarty - Wielkie kłamstewka


Madeline, Jane i Celeste poznają się za sprawą swoich dzieci, które chodzą do tego samego przedszkola. Kobiety są zupełnie różne, ale zaprzyjaźniają się i wspierają. Jane ma problemy z synkiem, Madeline przestaje dogadywać się z córką, wydaje się, że tylko Celeste jest w idealnym związku, a może jednak to ona ma najgorzej? Na wieczorku integracyjnym, do którego wszyscy intensywnie się przygotowywali zdarzyło się "coś"... zbrodnia, może wypadek? W każdym razie ktoś nie żyje.

Trochę mi głupio, bo na przeczytanie powieści "Wielkie kłamstewka" zdecydowałam się dopiero wtedy, gdy pojawił się serial. Po obejrzeniu pierwszych zwiastunów, postanowiłam zapoznać się z książką i chociaż wcześniej już o niej słyszałam jakoś wówczas nie zwróciłam na nią szczególnej uwagi. Szkoda, bo okazała się naprawdę interesującą lekturą. Spokojne miasteczko okazało się być dużo bardziej tajemnicze niż mogłoby się wydawać. Akcja rozpoczyna się zamieszaniem na wieczorku integracyjnym, nie wiemy jednak o co chodzi i nie dowiemy się zbyt szybko... Po tej sytuacji przechodzimy do codziennego życia naszych bohaterek sprzed wieczorku integracyjnego. Poznajemy domysły różnych osób co do przyczyny tego, co zdarzyło się tej pamiętnej nocy. Czy dzięki temu możemy ułożyć układankę i dowiedzieć się kto nie żyje? Może ktoś się domyśli, ale ja żyłam w niepewności do samego końca. To sprawiło, że ostatnie strony całkowicie mnie pochłonęły. Powieść zaczęłam czytać między końcowymi odcinkami serialu, dlatego moje zaciekawienie się wzmogło i zarwałam noc by w końcu dowiedzieć się co takiego się wydarzyło.

Można by się zastanawiać, co ciekawego może być w codziennym życiu bohaterów, okazuje się jednak, że miasteczko, w którym autorka osadziła fabułę jest siedliskiem wielu intryg i tajemnic. Wszystko toczy się właściwie wokół problemu, który pojawił się w przedszkolu. Nie wiadomo kto dręczy jedną z dziewczynek, podejrzenia padają na syna Jane, a sprawy posuwają się dość daleko. Wydaje się, że wszystko szybko się wyjaśni, a jednak sprawa staję się tematem rozmów wszystkich rodziców i staje się coraz bardziej zagadkowa. Przy tym wychodzą na jaw inne fakty z życia głównych bohaterek. Autorka porusza wiele trudnych tematów, wplata je między pozornie zwyczajną, czasem nawet zabawną historię. Porusza problem przemocy i pokazuje, że może ona dotyczyć każdego, niezależnie od wieku, czy pozycji społecznej. Chociaż od początku książki wiemy, że na końcu ktoś zginie, jednak mimo to zakończenie jest zaskoczeniem.

Ogromnym atutem tej powieści są niezwykle dopracowane postacie. Każda jest zupełnie inna, Madeline jest niesamowicie żywiołowa, Jane całkowicie zamknięta w sobie, a Celeste podobnie jest bardzo skryta i smutna, choć wydaje się,że ma wszystko. Ich charaktery są różne, a jednak zostają przyjaciółkami - na dobre i na złe. Wielobarwność wszystkich postaci jest sporym plusem, sprawia, że książka staje się wyjątkowa, a postacie zapadają nam w pamięć, bo nie są jednolite.
Podoba mi się, że mimo, iż autorka stworzyła powieść, w której poruszyła wiele trudnych tematów, nie zabrakło tutaj też humoru. Poza tym uzupełnianie rozdziałów wypowiedziami różnych osób, które w jakiś sposób były powiązane ze zdarzeniami w książce. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem, podobnie jak z tym, by od początku zapowiedziane było, że coś się wydarzy, chociaż nie wiemy co, więc śmierć jednej z postaci nie powinna być dla nas niespodzianką. Jednak wszystkie te czynniki składają się na to, że książka naprawdę wciąga i jak najszybciej chcemy poznać zakończenie.

Żałuję, że tak późno zwróciłam uwagę na tę książkę, ale lepiej późno, niż wcale, dlatego jeśli jeszcze nie znacie "Wielkich kłamstewek" zachęcam do zapoznania się z lekturą! Wielobarwne postacie, wiele interesujących wątków, wciągająca fabuła, sprawiły, że jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Czas spędzony z tą książką z pewnością nie był stracony!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Księgarni Tania Książka!

poniedziałek, 27 marca 2017

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa


Jamie zaczyna nowe życie, właśnie wyszedł z poprawczaka i zamierza na zawsze zerwać z kryminalną przeszłością. W klubie poznaje Ellie, dziewczyna zerwała z chłopakiem i nie chce na nowo się wiązać, a jednak zakochują się w sobie. Problem w tym, że chłopak ukrywa przed Ellie swoją mroczną przeszłość, która daje o sobie znać. Czy uda mu się całkowicie zerwać z tym co było?

Niedawno dość popularna na polskim rynku wydawniczym była książka "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno", bardzo byłam ciekawa tej pozycji, ale nie zdążyłam się z nią zapoznać, bo pojawiła się kolejna powieść Moseley - "Chłopak, który chciał zacząć od nowa". Zaintrygowana mroczną przeszłością bohatera, z nadzieją na coś nowego sięgnęłam po powieść. Im więcej czytam New Adult, tym bardziej stałam się wymagająca, chyba właśnie dlatego pierwsze strony nie zrobiły na mnie wrażenia. Relacja łącząca Ellie i Jamiego wydała mi się dość banalna, spotykają się w klubie, spędzają ze sobą noc i rodzi się miłość. Bardzo żałuję, że autorka zdecydowała się w tak mało oryginalny sposób rozpocząć znajomość bohaterów, bo właśnie to najmniej do mnie przemówiło. Pierwsze spotkanie postaci zaskoczyło mnie też pewną nielogicznością, na przykład Ellie widząc Jamiego stwierdza, że wygląda na dwadzieścia jeden lat, doceniam niezwykłą dokładność, ale czemu akurat tyle, nie rok mniej czy więcej? No, ale okazuje się, że bohaterka idealnie trafiła z wiekiem - niezła precyzja. Całe szczęście czytając dalej, było coraz mniej takich sytuacji.

Dużo bardziej niż wątek miłosny przemówił do mnie wątek przeszłości Jamiego i jego połączenie z teraźniejszością, który wprowadził do książki nieco tajemniczości i ożywił całą tę historię. Gdyby nie on, książka nie wyróżniałaby się niczym szczególnym. Myślę, że dzięki temu zyskała też właśnie relacja miłosna, bez tej nieco kryminalnej przeszłości bohatera, mam wrażenie, że byłaby ona nudna. To właśnie przeszłość Jamiego sprawiła, że śledziłam tę historię z pewnymi emocjami i zaciekawieniem. Wprowadził nieco akcji, po trochę mdłych scenach miłosnych bohaterów, bo niestety ale w pewnych momentach robiło się sztucznie i zbyt słodko. Pomysł na tę książkę był naprawdę dobry, ale według mnie jego realizacja powiodła się tylko w połowie. Niestety, bo dostrzegam tu spory potencjał, który trochę spalił się na mało logicznych wypowiedziach, zbyt słodkich momentach, czy sztuczności w rozmowach bohaterów.

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to Ellie wydała mi się zbyt wyidealizowana, z czasem jednak jakby stała się dojrzalsza. Jak to już bywa z niegrzecznymi bohaterami, to Jamie bardziej zdobył moją sympatię. Ma przestępczą przeszłość, która za sprawą różnych czynników, zaczyna coraz bardziej kolidować z teraźniejszością, mimo, że chłopak chciałaby zacząć wszystko od nowa. Myślę, że wprowadzenie wątku kryminalnego do tej historii było najlepszym pomysłem, zyskali na tym bohaterowie, którzy stali się dużo bardziej barwni, ich związek, który dzięki temu jest mniej szablonowy i rozwój akcji, która nabrała tempa. Zakończenie pozostaje otwarte i pozostawia w oczekiwaniu na kolejny tom. Może moim priorytetem nie będzie, by zapoznać się z drugą częścią losów Jamiego i Ellie, ale przyznam, że zakończenie budzi moją ciekawość.

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa", to powieść, która może nie jest najlepszą z gatunku New Adult jaką czytałam, ale ostatecznie wciąga i intryguje. Jestem trochę zawiedziona, bo liczyłam na nieco więcej, ale to pewnie dlatego, że coraz trudniej mnie zaskoczyć. Myślę jednak, że wielu osobom ta powieść może przypaść do gustu i będą nią bardziej ode mnie usatysfakcjonowani.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka