Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alek Rogoziński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alek Rogoziński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 stycznia 2018

Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński - Pudełko z marzeniami


Malwina za przypadkową radą swojego chłopaka przeprowadza się do małego Miasteczka, by tam prowadzić restaurację. Okazuje się jednak, że Radosławowi nie za bardzo marzy się takie życie, dlatego wpada na pomysł wyjazdu z granicę zapewniając przy tym Malwinę, że na pewno wróci, wraz z pieniędzmi na rozkręcenie interesu. Do Miasteczka przybywa również Michał, którego zdradziła narzeczona, a także oszukał wspólnik. Nie mając nic do stracenia przyjeżdża do Miasteczka po usłyszeniu od ciotki o skarbie, który został tam ukryty.

Bardzo często wspominam jak bardzo lubię świąteczne książki. Klimat, który możemy doświadczyć na kartach powieści sprawia, że nawet bezśnieżne święta przestają przeszkadzać. Kiedy usłyszałam, że Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński wydają wspólnie napisaną książkę, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Sądziłam, że taki duet zapewni mi niepowtarzalną rozrywkę w święta, dlatego specjalnie odkładałam ją, by rozpocząć po Wigilii. Po pierwszych stu stronach zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno mam do czynienia z powieścią świąteczną, bo może po prostu zmyliło mnie, że została wydana w okresie przedświątecznym. Jednak napis z tyłu mówił sam za siebie - "Najzabawniejsza świąteczna komedia romantyczna!". Tymczasem chociaż czytało się bardzo przyjemnie, klimatu świąt w tej powieści znalazłam tyle co nic. I gdyby nie to hasło z tyłu książki nie miałabym się do czego doczepić, bo to ciekawa obyczajówka i to, że jednak nie jest świąteczna potraktowałabym jako własną pomyłkę, bo mogło mnie zmylić wydanie jej przed świętami. Ale ja naprawdę spodziewałam się bożonarodzeniowej powieści i trochę jestem zawiedziona, że na kilku wzmiankach o świętach się skończyło. Zdecydowanie magii i atmosfery tu zabrakło.

Dobrze, ponarzekałam, ale oczywiście nie jest tak, że "Pudełko z marzeniami" było złą książką, gdyby nie to, że zabrakło obiecywanej świątecznej fabuły, byłoby naprawdę świetnie, a tak pewien niedosyt pozostał. Nie zmienia to jednak faktu, że czytało się niezwykle przyjemnie, nie zabrakło pełnych uroku i humoru sytuacji, które wywołały uśmiech na twarzy. Choć raczej na uśmiechu się skończyło, bo fragmentów, gdzie rzeczywiście śmiałabym się głośno raczej nie było. Miłą niespodzianką było pojawienie się bohaterów z "Pracowni dobrej myśli" Magdaleny Witkiewicz. Przyjemnie było znowu spotkać na kartach powieści Panią Wiesię, czy Tomaszka i Floriana. Podobnie jak w "Pracowni dobrej myśli" tutaj ponownie Pani Wiesia jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci. Jej unikanie kłopotów i naleweczki dla zdrowotności zna każdy w Miasteczku, a i tym razem kobieta lubi troszkę pomóc losowi. W tej książce do Pani Wiesi dołącza kolejna starsza Pani, babcia Malwiny - Janina. I jej nie brak temperamentu, wróciła z Francji i nie może się przyzwyczaić do braku tamtejszych potraw - żabich udek, czy ślimaków, które chętnie wprowadziłaby do menu restauracji Malwiny. Obie panie tworzą świetny duet i są chyba najciekawszymi postaciami w "Pudełku z marzeniami". Nieco mniej charakterystyczni, ale również ciekawie wykreowani są Malwina i Michał, przy dwóch starszych paniach schodzą jednak trochę na dalszy plan.

Powieść Witkiewicz i Rogozińskiego okazała się naprawdę dobra, pomijając to, że nie była za bardzo świąteczna (tak, nie mogę o tym zapomnieć). Nie zabrakło ciekawych i zaskakujących zwrotów akcji oraz ciepła i optymizmu. Warto ją przeczytać choćby właśnie dla tego optymizmu i nadziei na lepsze jutro, którą niesie ze sobą ta powieść. Zabrakło świątecznej atmosfery, ale czytało się miło. Polecam, choć jeśli zostawiacie ją na kolejne święta może warto przeczytać wówczas bardziej świąteczną powieść, a "Pudełko" przeczytać w innym dowolnym momencie roku?

Tę i inne nowości znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej powieści!

poniedziałek, 1 maja 2017

Alek Rogoziński - Do trzech razy śmierć


Róża Krull przekonana przez swojego PR-owca Pawła wyjeżdża na zjazd pisarek. Jest pewna, że będzie nudno, a perspektywa spędzenia kilku dni z koleżankami pisarkami także jej nie cieszy. Jedzie do pięknego dworku w Kopielnikach, gdzie w krótkim czasie okazuje się, że wcale nudno nie będzie. Podczas uroczystej kolacji otruta zostaje jedna z autorek, a co przeraża Róże najbardziej, wszystko wskazuje na to, że ktoś posłużył się pomysłem na morderstwo z jej książki.

Jeszcze do niedawna naprawdę bardzo rzadko czytałam jakikolwiek kryminał, kompletnie nie ciągnęło mnie do tego gatunku. Zmieniło się to jakiś czas temu i od tej pory próbuję nadrobić zaległości. W ten sposób trafiłam na książki Alka Rogozińskiego, w pewnym momencie wszędzie pojawiały się recenzje książek tego autora, dlatego postanowiłam w końcu przeczytać jedną z nich. "Do trzech razy śmierć" było świetnym wyborem! Coś, co od początku najbardziej mnie zastanawiało, to w jaki sposób można połączyć kryminał i komedię, wydawało mi się to niemal niemożliwe. Okazało się, że można i jest to jedno z ciekawszych połączeń, z jakimi miałam ostatnio do czynienia w książkach. Nie polecam tej powieści czytać w podróży, na przykład w autobusie, ludzie mogą dziwnie patrzeć kiedy niekontrolowanie parskniesz śmiechem - wiem coś o tym. Momentów, kiedy można się śmiać jest naprawdę sporo, na zły humor ta powieść jest najlepszym lekarstwem.

Powieść Alka Rogozińskiego wciąga od pierwszych stron, bo już wtedy mamy do czynienia ze zbrodnią, nie wiemy tylko do czego ją dokleić, szybko przewracamy kolejne strony, by dowiedzieć się o co tu chodzi. Aż tu nagle koniec. Tak, ta książka jest za krótka. Ledwo zaczęłam czytać, a już odkładałam ją na półkę. Z drugiej strony jest to atut, cały czas coś się dzieje, nie ma zbyt wielu "zapychaczy", uzupełniających wątków, które mogłyby być dodatkiem do głównej fabuły, czasem są interesujące i dawkują napięcie przy głównym temacie, co pewnie jest ich celem. W moim przypadku jednak, gdy akcja naprawdę mnie wciągnie, nic innego poza kluczowym wątkiem nie przyciąga mojej uwagi, dlatego cieszę się, że autor skupił się właśnie na nim. W przypadku "Do trzech razy śmierć" nie ma ani chwili nudy, każdy rozdział niesie nowe zwroty akcji, wszystko jest ważne dla głównego tematu powieści, dlatego naprawdę trudno oderwać się od lektury. Ciekawy jest przede wszystkim sam pomysł na fabułę, osadzenie jej w środowisku pisarzy, pełnym intryg i tajemnic budzi zainteresowanie. Najbardziej zastanawia ile w ukazanym od kuchni życiu literatów jest prawdy, bo na pewno trochę jest. Nie brak tu humoru z domieszką ironii, którą bardzo w książkach cenię.Dodanie do tego wszystkiego trzech blogerek to według mnie miłe docenienie i zwrócenie uwagi na środowisko blogów literackich. Świetne jest to, że osoby, które autor umieścił na kartach powieści są realne, tak jak ich blogi.

Ogromnym plusem są bez wątpienia wielobarwni bohaterowie. Sama Róża jest postacią dość ekscentryczną, jeśli coś sobie zaplanuje, za wszelką cenę dąży do osiągnięcia tego. Jej pomysły często budzą przerażenie asystenta Pepe, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie Róży wyciągać z kłopotów. Morderstwa w czasie zjazdu pisarek, sprawiają, że podejmuje własne śledztwo i nic jej nie powstrzyma przed odkryciem prawdy. W książce jest ogromna różnorodność jeśli chodzi o charaktery pozostałych postaci, są te pełne ekspresji, ale też nieco bardziej skryte i spokojne.

Świetnie skonstruowana fabuła i ciekawe postacie składają się na to, że od tej historii trudno się oderwać. Już nie mogę się doczekać drugiego tomu z Różą Krull w roli głównej, jestem niemal przekonana, że będzie równie dobry i zabawny. Niecierpliwie czekam na kolejną dawkę śmiechu, Wam tymczasem polecam część pierwszą - "Do trzech razy śmierć"!

Tę i inne nowości znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki!

środa, 8 lutego 2017

Opracowanie zbiorowe - Księgarenka przy ulicy Wiśniowej


Pan Alojzy po wielu latach prowadzenia swojej księgarni, chce ją zamknąć. Postanawia jednak najpierw swoich stałych bywalców obdarować książkami, które mają wskazać im odpowiednią drogę. Nie spodziewa się, że dla każdego z nich Księgarenka jest czymś tak ważnym, każdy ze smutkiem opuszcza ją po raz ostatni. Ale podjął już decyzję, z którą nosił się od dawna - likwiduje Księgarenkę.

Wyobraźmy sobie piękną zimę, za oknem wszystko dookoła jest białe, sypie śnieg, my siedzimy w wygodnym fotelu, z kubkiem gorącej herbaty i książką - "Księgarenką przy ulicy Wiśniowej". Pozycją wprost idealną na mroźną pogodę, gdy zupełnie nie ma się ochoty wychodzić z domu. Myślę, że tak jak ja nie będziecie chcieli odłożyć tej książki! Autorzy spisali się naprawdę wspaniale tworząc historie o różnych bohaterach, a jednak połączone wspólnym elementem - księgarnią. Przed świętami przychodzą do niej wszyscy stali klienci, by usłyszeć smutną wiadomość o zamknięciu ich ulubionego miejsca, książkowe prezenty od Pana Alojzego każdy z nich traktuje inaczej. Czy po lekturze wybranych książek odnajdą właściwą drogę w życiu? Znajdujemy tu odniesienia do konkretnych tytułów, takich jak "Zabić drozda", "Alicja w Krainie Czarów", czy "Mały Książę". Myślę, że to bardzo dobry pomysł, bo ciekawiej jest znaleźć przesłanie z istniejącej książki, niż wymyślonej tylko na potrzeby opowiadania.

Każde z opowiadań jest wyjątkowe, zwykle omijam taką twórczość, bo w tak krótkiej historii nawet nie zdążę poznać bohaterów, wciągnąć się w fabułę, a opowiadanie już się kończy. Tym razem postanowiłam zaryzykować i przeczytać "Księgarenkę przy ulicy Wiśniowej", nie żałuję, bo bardzo przyjemnie spędziłam czas. Każdy z autorów stanął na wysokości zadania, dlatego trudno mi wśród opowiadań znaleźć faworytów. Na pewno jednym z opowiadań, które najbardziej mnie wzruszyło i autentycznie nie potrafiłam w pewnym momencie powstrzymać łez, pochodziło spod pióra Gabrieli Gargaś. "Oswoić szczęście" opowiadało historię chłopca wychowywanego przez babcie, który jest samotny. Przychodzi do Księgarenki by w wysłużonym fotelu poczytać książki, dlatego zamknięcie jej, jest dla niego sporym ciosem. Przypadło mi do gustu także opowiadanie Marty Obuch, nigdy nie czytałam książek tej autorki, ale czuję się zachęcona by po jakąś sięgnąć. Początkiem i zakończeniem całej historii Pana Alojzego zajęła się Liliana Fabisińska, myślę, że naprawdę świetnie jej to wyszło. Tak naprawdę każde opowiadanie miało w sobie coś magicznego i nie było takiego, które nie spodobałoby mi się wcale. Jedne zabawne, inne wzruszające - każdy znajdzie coś dla siebie.
Żeby zrozumieć drugiego człowieka, musisz wejść w jego skórę i pochodzić w niej trochę.
Wielokrotnie wspominam, że w takich książkach jak ta - świątecznych liczy się dla mnie klimat. "Księgarenka przy ulicy Wiśniowej" bez wątpienia go posiada. Ma wspaniałą świąteczną magię, co prawda czytałam zbiór sporo po świętach, ale pozwala on poczuć niezwykły świąteczny nastrój. Na pewno każdy książkoholik będzie zadowolony z obecności wspomnianych już, znanych książek, do których nawiązują opowiadania. To właśnie również tworzy niezwykły klimat. Myślę, że każdy znajdzie opowiadanie, które mu się spodoba, ponieważ bohaterów cechuje różnorodność charakterów - w końcu zostali wykreowani przez różnych autorów, a więc na pewno znajdzie się taki, z którym się utożsamimy.

Polecam "Księgarenkę" nie tylko na świąteczny czas, ja bardzo przyjemnie spędziłam z nią czas już po świętach. Niektóre są bardziej emocjonujące, inne mniej. Czasami wzruszające, innym razem zabawne. Jednak każda skłania do pewnych refleksji, a jednocześnie zapewnia nam relaks i przyjemność czytania tych wyjątkowych historii. Bardzo jestem ciekawa powstałych wcześniej zbiorów opowiadań świątecznych Wydawnictwa Filia, pewnie jeszcze troszkę potrwa zanim po nie sięgnę, ale myślę, że zapewnią mi równie przyjemnie spędzony czas.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Księgarni Tania Książka, gdzie znajdziecie tę książkę oraz inne nowości!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka