Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2020

Colleen Hoover - Maybe now, Maybe not


Recenzja może zawierać spojlery z cz. 1 - Maybe someday

Ridge i Sydney próbują zacząć układać swoje wspólne życie. Wśród nich jednak nadal pojawia się była Ridge'a - Maggie. Dziewczyna wreszcie chce zacząć żyć w pełni, bez ciągłych zmartwień i nadopiekuńczego chłopaka. Nie jest to jednak takie łatwe jak mogłoby się wydawać, czy Sydney zaakceptuje obecność Maggie w ich życiu?
Mamy też drugą historię Warrena i Bridgette. Dziewczyna wydaje się kompletnie niedostępna dla otoczenia, ale może właśnie Warrenowi uda się sprawić, że na jej twarzy czasem pojawi się uśmiech?

Colleen Hoover to bez dwóch zdań jedna z moich ulubionych zagranicznych autorek. Mam wrażenie, że w pisaniu romansów naprawdę nikt nie może się z nią równać. Owszem, jest wiele innych pisarek, których książki również bardzo lubię, ale żadna jeszcze nie dorównała Hoover. Nie wiem czym takim się wyróżnia, ale jej książki zawsze trafiają prosto do mojego serca. Uwielbiam jej styl pisania, bohaterów i skomplikowane relacje które między nimi tworzy. Przed przeczytaniem "Maybe now" postanowiłam odświeżyć sobie "Maybe someday", niewiele już z niej pamiętałam, bo sięgnęłam po nią w okolicach premiery, czyli koło 2015 roku. Nie sądziłam, że ta historia nawet za drugim razem tak bardzo mnie wciągnie i poruszy. Zastanawiałam się jak Hoover wpadła na stworzenie takiej fabuły, relacji która rozdziera serce i pozostaje w głowie na długo, a wydawałoby się, że to tylko zwyczajny trójkąt miłosny, których w książkach pojawia się całe mnóstwo. Z chęcią sięgnęłam po "Maybe now" by dowiedzieć się jak potoczyły się losy bohaterów.

Choć uważam, że kontynuacja "Maybe now" nie była niezbędna to bardzo miło było wrócić do jednych z moich ulubionych bohaterów literackich. Jak już wiecie w tej części również pojawia się Maggie, jej choroba sprawia, że potrzebuje opieki. Dlatego też nie znika z życia Ridge'a i Sydney. Były chłopak oraz Warren to jedyni bliscy jakich ma. Sytuacja robi się nieco dziwna, szczególnie dla Sydney, która będzie musiała jakoś oswoić się z tą myślą. Maggie chciałaby żyć nie myśląc ciągle o swojej chorobie, dla niej utrzymywanie kontaktów z byłym i jego dziewczyną też nie będzie łatwe.  Hoover postawiła swoich bohaterów w dość skomplikowanych okolicznościach i to już w pierwszej części, gdzie wydawało się, że sytuacja jest właściwie bez wyjścia. Także tym razem cała ta relacja jest wyzwaniem dla każdego z bohaterów, jak sobie poradzą? W książce mamy dodatkowo osobne opowiadanie poświęcone Bidgette i Warrenowi i ich relacji właściwie jeszcze sprzed "Maybe someday". Oboje są dość ciekawymi osobowościami. Warren to żartowniś, z kolei Bridgette wydaje się zupełnie zamkniętą w sobie i dość niesympatyczną osobą. Ich relacja jest równie ciekawa i bardzo zabawna.

Jeśli czytaliście "Maybe someday" to warto poznać dalsze losy bohaterów, "Maybe now" może nie było konieczną kontynuacją, ale osobiście cieszę się, że ją przeczytałam. Może momentami było nieco zbyt cukierkowo, ale czytało się świetnie. Mnóstwo było śmiechów, wzruszeń i emocji, taką Hoover naprawdę lubię. Z kolei, jeśli pierwsza część jeszcze przed Wami to koniecznie ją nadróbcie, myślę, że się nie zawiedziecie!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 3 listopada 2019

Colleen Hoover - Too late


Sloan żyje w toksycznym związku z Asą. Chłopak prowadzi nielegalny biznes przynoszący spore dochody, dzięki czemu może zapewnić niepełnosprawnemu bratu Sloan opiekę. Asa ma obsesje na punkcie Sloan i kontroli nad nią, dziewczyna nie wie do czego mógłby być zdolny gdyby odeszła. Czy da się jednak całe życie tkwić w takiej relacji? Do czego to doprowadzi?

Nie muszę chyba mówić, że uwielbiam Colleen Hoover, bez dwóch zdań jest to moja ulubiona zagraniczna autorka. Każda jej książka trafia prosto do mojego serca i zostaje w nim na długo. Z listu autorki do czytelników na początku "Too late" dowiadujemy się, że to powieść która znacznie różni się od wcześniejszych dzieł pisarki. Wygląda na to, że Hoover postanowiła poeksperymentować w nowych gatunkach - w końcu dopiero co czytałam fenomenalny thriller "Coraz większy mrok", a teraz "Too late" - które tak właściwie dużo od thrillera nie odbiega, na pewno też, tak jak obiecywała autorka jest to historia inna niż te, z których Hoover jest znana. Jednego jestem pewna, ta autorka świetnie poradzi sobie w każdym gatunku, bez różnicy, czy będzie to thriller, erotyk, czy młodzieżówka - ostatnimi książkami to udowodniła. "Too late" to powieść mocna - pełno w niej emocji, strachu, niepewności. Nie wiem tylko, skąd pomysł, by reklamować tę historię jako "gorący erotyk", bo według mnie ta książka jest o wiele bardziej głęboka.

Relacja Asy i Sloan nie należy do normalnych. Chłopak wykorzystuje ją kiedy i jak chce, a sam nie jest jej wierny. Kontroluje każdy jej krok, robi co mu się tylko podoba. Ale ma pieniądze, których nie ma Sloan i może opłacić opiekę nad jej chorym bratem. Dziewczyna nie wie jak wyplątać się z tej toksycznej relacji, każde rozwiązanie to tak naprawdę błędne koło, bo Asa tak łatwo się nie podda i będzie jej szukał, a to mężczyzna bez skrupułów. Na drodze Sloan pojawia się ktoś nowy - Carter, chłopak z kręgu Asy, ale czy na pewno? Nie jest łatwo żyć w świecie gdzie nie wiadomo komu można ufać, a kto jest przestępcą.
Sytuacja w jakiej znajduje się Sloan jest okropna, wzbudza to mnóstwo emocji, które towarzyszą nam praktycznie od początku do końca. Trudno się oderwać od tej książki. Każdy kto czytał dzieła Hoover, wie, że jej książki naprawdę pochłaniają bez reszty, sama nie wiem co na to wpływa, z pozoru można pomyśleć, że to romanse jak każde inne, a jednak! Może to styl autorki, może to, że tak łatwo wczuć się w wydarzenia które rozgrywają się w książce. Nie mam pojęcia, coś jednak sprawia, że Hoover uwielbiam!

Jedno, co było dla mnie nieco niepotrzebne, to prolog i epilogi pojawiające się pod koniec książki, mam wrażenie, że autorka trochę przekombinowała, dla mnie to było już za dużo, osobiście chyba wolałabym co nieco sama dopowiedzieć sobie do tej historii, (choć nie przepadam za otwartymi zakończeniami), ale to już indywidualna kwestia. Jeśli macie ochotę na emocjonalny rollercoaster i pędzącą akcję, ta książka nada się świetnie. Wzbudzi w was wszelkie emocje, od strachu, przez zdenerwowanie, po radość -  tak przynajmniej było w moim przypadku. Tak jak wspominałam, to książka, która różni się od innych Hoover, nie zmienia to jednak faktu, że jest naprawdę dobra i bardziej głęboka niż mogłoby się wydawać. Polecam!

Tę oraz inne książki dla kobiet  znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której bardzo dziekuję za możliwość przeczytania "Too late"!

środa, 4 kwietnia 2018

Colleen Hoover - Slammed


Layken po stracie ojca wraz z mamą i bratem przyprowadza się do Michigan. Perspektywa układania życia od nowa nie jest zachwycająca. Dopiero widok nowych sąsiadów - Willa i jego młodszego brata sprawia, że Layken zaczyna się przekonywać do przeprowadzki. Nie spodziewa się jednak, że los szykuje dla niej kilka niemiłych niespodzianek. Jedno jest pewne - łatwo nie będzie.

Rzadko zdarza mi się czytać daną książkę dwa razy, a właściwie prawie mi się to nie zdarza, bo choć są książki, które chętnie przeczytałabym ponownie, to na rynku wydawniczym pojawia się tyle nowości, że nie sposób nadążyć. Wznowienie "Pułapki uczuć" dało mi szansę ponownego zapoznania się z losami Layken i Willa. Pomyślałam, że bardzo chętnie ją sobie przypomnę, przed przeczytaniem dwóch kolejnych tomów, których nigdy nie czytałam. Aż wierzyć mi się nie chcę, że nawet po prawie trzech latach "Slammed" wywołało u mnie takie same emocje. Co z tego, że wiedziałam jak ta książka się zakończy? Mimo tego z wielką uwagą i niecierpliwością śledziłam losy bohaterów. Co więcej powieść ta ponownie wciągnęła mnie niesamowicie i całkowicie oderwała od rzeczywistości. Nie sądziłam, że nawet za drugim razem można się tak zachwycić daną książką. Bo "Slammed" zachwyca i pozostawia z wielkim niedosytem, który od razu zaspokoiłam "Point of retreat", ale o tym innym razem.

"Slammed" to książka pełna radości, ale i wzruszeń. To jedna z tych książek, gdzie na jednej stronie nie możemy przestać się uśmiechać, aby przy kolejnej wybuchnąć płaczem. Nie każdy potrafi to zrobić, a Hoover ta sztuka udaje się w niejednej książce. Ta kobieta potrafi pisać w sposób tak czarujący, że jej książki chce się przeczytać jak najszybciej i jednocześnie żal jest je kończyć. Ostatnio starałam się trochę odpocząć od Young i New Adult, bo miałam wrażenie, że każda z tych książek jest podobna do siebie. Dlatego tym bardziej jestem w szoku, że "Slammed" pozostała dla mnie jedną z najlepszych książek tego gatunku. Hoover zawsze potrafiła mnie zadziwić i mam nadzieję, że uda jej się to jeszcze niejednokrotnie. Nie mówię, że ta powieść nie ma wad, bo na pewno ma, ale jestem nią na tyle zauroczona, że nie zwracałam na nie uwagi. Jedną, bardziej zauważalną jest wyidealizowanie Willa , który ma same najlepsze cechy, ale w końcu czasem można pomarzyć o takim ideale jak on ;)

Bardzo podoba mi się pomysł wplecenia w tę historię poezji, nietypowej, bo chodzi o slam poetycki. Na ogół nie czytam poezji, ale ta jest na tyle inna i tak bardzo pasuje do całej opowieści, że naprawdę bardzo mi się to podoba. Przede wszystkim brzmi prawdziwie i jest zrozumiała, więc za ten pomysł Hoover ma ode mnie kolejny duży plus. Podoba mi się również, że nie tylko losy głównych bohaterów intrygują, ale też tych drugoplanowych potrafią nieźle zaskoczyć. Intrygująca jest między innymi postać Eddie, to niezwykła dziewczyna, która pokazuje, że warto w życiu docenić pewne rzeczy. Bez wątpienia warto przeczytać "Slammed", czytanie na pewno nie zajmie Wam dużo czasu, bo książka nie dość, że krótka, to jeszcze jest niezwykle wciągająca. Sama aż żałuję, że ta historia ponownie jest już za mną, ale kto wie, może kiedyś wrócę do niej po raz kolejny?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu YA!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Colleen Hoover - Confess


Auburn i Owen mimo młodego wieku przeżyli już wiele. Trafiają na siebie, gdy Auburn rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy, przychodzi do studia Owena, który akurat poszukuje asystentki. Jej pomoc ma się zakończyć po kilku godzinach, jednak ich znajomość na tym się nie zakończy. Stają się dla siebie ogromnym wsparciem, a wkrótce rodzi się też coś więcej.

Na książki Colleen Hoover zawsze czekam z utęsknieniem i zawsze czytam jej w okresie, kiedy mam na tyle czasu, by przeczytać je od razu w całości. Każda historia napisana przez tę autorkę jest przepełniona emocjami, marzeniami, czasem smutkiem, czy radością. Colleen Hoover potrafi tworzyć książki, które zostają z nami na dłużej niż do przewrócenia ostatniej kartki. Czy w ten opis wpasowuje się również "Confess"? Jak zwykle muszę przyznać, że powieść mnie zaskoczyła, świeżością i niebanalnością, które bardzo doceniam w książkach, szczególnie, że często można spotkać historie ciekawe, ale podobne do siebie. "Confess" jest zdecydowanie świeżą historią, która jest nieprzewidywalna i intrygująca -  z każdą stroną coraz bardziej. Tym razem mamy do czynienia z bohaterem, który maluje obrazy. Zakochałam się w pomyśle obrazów malowanych do wyznań ludzi, swoją drogą, krótkich wyznań, a bardzo trafiających do serca. Jak dowiadujemy się z okładki, wyznania te są prawdziwe i nic dziwnego, bo czuć od nich szczerość i wiarygodność. Zresztą,co tu dużo mówić, cała ta historia niezwykle porusza, zaskakuje i trafia do czytelnika, bo sprawia wrażenie niezwykle realnej.

W "Confess" mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy niosą już spory bagaż doświadczeń. W pewnym momencie miałam wrażenie, że Hoover zbyt wiele nałożyła problemów na swoich bohaterów. W tej 300 stronicowej książce dosłownie, tajemnica goni tajemnice, a kłopoty stają na drodze na każdym kroku. Jak na jedną powieść jest tego naprawdę sporo, jednak autorka tak interesująco to wszystko ze sobą połączyła, że jestem w stanie jej to wybaczyć. Jeżeli wydaje Wam się, że to kolejna banalna historia, która niczym nie zaskoczy, to tym razem tak nie jest. Mnóstwo tutaj zaskoczeń, emocji, a każda strona sprawia, że nachodzi coraz więcej refleksji. Tutaj uczucia bohaterów są niemal namacalne, czułam się tak, jakbym gdzieś z ukrycia obserwowała zdarzenia opisane w tej książce, bo Hoover potrafi czarować słowami. Wyobraźnie pobudzają też obrazy dołączone do powieści. To naprawdę wspaniały pomysł, bo przecież nie często zdarza się, byśmy mogli podziwiać sztukę tworzoną przez któregoś z bohaterów książek, a nie tylko wyobrażać ją sobie.

Jak zwykle bardzo przemawia do mnie narracja prowadzona naprzemiennie przez oboje bohaterów. Zawsze pozwala to na jeszcze lepsze wczucie się w sytuacje postaci. Już na początku powieść wzrusza i aż do samego końca trzyma w napięciu. Bo to co przeżywają bohaterowie, przeżywamy też my, czytelnicy. Auburn jako bardzo  młoda dziewczyna straciła chłopaka, co odcisnęło się na jej całym życiu. Od tego czasu żyje w ciągłym smutku, mało kto potrafi wywołać na jej twarzy uśmiech. Pojawienie się Owena wiele zmienia. Oboje zagubieni, razem dopełniają siebie nawzajem i potrafią siebie uleczyć.
Hoover stworzyła powieść niezwykłą, którą zdecydowanie warto przeczytać, by przekonać się o jej wyjątkowości. To historia, która wciąga i trafia do serca, sprawiając, że trudno o niej zapomnieć. Gorąco polecam, a sama już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła przeczytać kolejne książki jednej z moich ulubionych autorek!

Tę i inne książki dla kobiet  znajdziecie w Księgarni Tania Książka, której serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania powyższej powieści!

piątek, 23 września 2016

Colleen Hoover, Tarryn Fisher - Never Never


Charlie i Silias nagle tracą pamięć, nie pamiętają swojej rodziny, znajomych, nie znają nawet swoich imion. Desperacko próbują na nowo poznać samych siebie, szukając pamiętników, listów - wszystkiego co w jakiś sposób może przypomnieć im kim są. Co kryje się za niespodziewaną utratą pamięci? Czy da się wskrzesić wspomnienia i uczucia? Czy da się powrócić do tego co było? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi...

Po książki Colleen Hoover sięgam w ciemno, zwykle nie czytam nawet opisu, bo to w końcu Hoover, ona nie zawodzi. Tym razem jednak mamy do czynienia z powieścią napisaną wraz z Tarryn Fisher, jednak i ta autorka niedawno porwała mnie swoim "Mimo moich win". Czego, więc chcieć więcej? Sięgając po tę książkę, nawet nie miałam pojęcia, że bohaterowie tracą w niej pamięć, sięgnęłam po nią kompletnie w ciemno, bo w końcu taki duet nie może zawieść. Właściwie nie zawiódł, ale długo nie mogłam się przekonać do specyfiki tej powieści. Naprawdę, to jedna z dziwniejszych książek jakie ostatnio czytałam, początkowo bałam się, że może mi się nie spodobać, ale w miarę rozwoju akcji okazało się, że mocno wciąga i ledwie zaczęłam, już przewracałam ostatnią stronę. Sam temat amnezji jest w książkach poruszany naprawdę często, ale w żadnej książce nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem jak tutaj. Mimo, że bardzo specyficzna, to jednocześnie jedna z bardziej oryginalnych książek jakie czytałam. Tutaj nie ma szans na schematy.

Jeśli znacie książki Hoover, wiecie, że każda z utworzonych przez nią historii jest wyjątkowa, zawsze z plastycznym stylem pisania, tworząca niezwykłe New Adult. Tutaj czuć wpływ na książkę również innej autorki, nie jest to typowa Hoover, do jakiej mogliśmy się przyzwyczaić czytając jej inne książki. Nie mówię, że to książka zła, ale po prostu inna niż te, do których przyzwyczaiła mnie Colleen Hoover. Mówię tu jednak tylko o jednej autorce, a nie można zapomnieć, że przecież współautorką jest Tarryn Fisher. Dotychczas czytałam tylko jedną jej książkę i "Never never" dużo bardziej pasuje mi właśnie do jej stylu pisania. Trzeba jednak przyznać, że połączenie stylów obu tych autorek jest naprawdę ciekawe. Niestety, zabrakło mi tutaj rozwikłania kilku zagadek, rozwiązania wątków. Te braki trochę raziły mnie w oczy (nie chcę zdradzać o co mi chodzi, bo może być to drobnym spojlerem). Może miało tak być, trudno powiedzieć.
Nie zmienimy przeszłości, Charlie. Ale możemy wpływać na to, kim jesteśmy obecnie.
Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo zdecydowało się na wydanie wszystkich trzech części w jednym egzemplarzu. Nie wiem, jak wytrzymałabym niepewność po przeczytaniu tych krótkich książeczek. Mnóstwo tutaj tajemnic, które chce się jak najszybciej rozwikłać, niestety nie wszystkie zostały rozwiązane, o czym już wspomniałam. Przez większość książki domyślałam się o co chodzi w danym wydarzeniu, by w końcu i tak się tego nie dowiedzieć. Trochę mnie to razi, bo lubię, gdy wszystko pod koniec książki jest wyjaśnione. Podobało mi się jednak bardzo, jak Charlie i Silias na nowo próbowali poznać siebie, czytając listy, dzienniki. Wyglądało to jak układanka, tylko taka w której nie ubywa elementów, a ich przybywa, bo pytań rodzi się coraz więcej. To powoduje niezwykłe emocje i niepewność. Dlatego "Never never" przeczytałam bardzo szybko, choć początkowo nie do końca pomysł na książkę mnie przekonywał.

Wyobrażacie sobie powieść Colleen Hoover bez miłości? Ja zdecydowanie nie, w "Never never" mamy także opowieść o miłości, innej, nieco dramatycznej. Cała ta książka powoduje wielkie napięcie, trudno jest ją odłożyć i nie zastanawiać się co tak naprawdę tu się stało. Może nie jest to typowa Hoover do jakiej się przyzwyczaiłam, ale nie zmienia to faktu, że to książka bardzo dobra, a obie autorki uwielbiam i będę czytać wszystko spod ich pióra. "Never never" to powieść nieco specyficzna, ale na pewno godna polecenia!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Księgarni BookMaster.com.pl

sobota, 14 maja 2016

Colleen Hoover - Ugly love


Tate na pewien czas przeprowadza się do brata, wcześniej niż brata spotyka jednak Milesa - nowego sąsiada. Szybko nawiązuje się między nimi coś więcej niż zwyczajna znajomość, Miles nie chce jednak miłości, zawierają pewien układ, seks bez zobowiązań, jednak Tate nie może Milesa pytać o przeszłość, ani nie liczyć na wspólną przeszłość. Czy to możliwe?

Już dawno przekonałam się, że Colleen Hoover nie zawodzi. Każda jej książka to cała gama emocji, a ja za każdym razem czuję się tak samo - jakby moje serce rozpadało się na kawałki. Czułam się tak przy kilku wcześniejszych książkach i czuję się tak teraz - po przeczytaniu "Ugly love", bo autorka mnie nie oszczędziła, wycisnęła łzy i sprawiła, że nigdy tej książki nie zapomnę. Na "Ugly love" czekałam z wielką niecierpliwością, a moje oczekiwania względem niej były dosyć spore, Hoover jednak te oczekiwania spełniła. Po skończeniu książki miałam ochotę przeczytać ją jeszcze raz. To zdecydowanie jedna z tych, o których najchętniej by się zapomniało, aby przeżyć z nią przygodę raz jeszcze. Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę New Adult, boję się, że niczym nowym mnie nie zaskoczy, jeśli chodzi o książki Hoover, zawsze moje obawy były niepotrzebne, bo autorka za każdym razem serwuje inne zaskoczenia.
Kiedy życie daje ci cytryny, upewnij się, że wiesz, w czyje oczy wycisnąć z nich sok.
Początkowo, jakoś nie mogłam się całkowicie wkręcić w lekturę tej książki, czytałam po kilka rozdziałów, ale szło powoli, sama nie wiem czemu, bo początek nie jest zły. Był po prostu zwykły, niczym się nie wyróżniał, a ja już na początku miałam wielkie oczekiwania. Od połowy jednak, nie mogłam się oderwać i wtedy naprawdę zaczęłam zakochiwać się w tej książce. Lekkim i plastycznym stylu autorki, w bohaterach, w fabule - we wszystkim! Ta książka, jest jedną wielką górą emocji, każdy rozdział, każde zdanie, każde słowo, jest naładowane emocjami. Z głośno bijącym sercem śledziłam rozwój zdarzeń, tej książki się nie czyta -ją się przeżywa!
Miłość nie zwsze jest piękna, Tate. Czasami przez lata masz nadzieję, że okaże się czymś innym. Czymś lepszym. A potem, zanim się spostrzeżesz, wracasz do punktu wyjścia i zostajesz z niczym.
Bohaterowie, których wykreowała autorka byli niezwykle realni, a zarazem wyjątkowi. Miles to przystojny pilot, ukrywający swoją przeszłość, a Tate jest początkującą pielęgniarką, która żyje nadzieję, iż z Milesem połączy ją coś więcej. Tak nawiasem, powiem Wam, że chyba już zawsze każdy lecący samolot będzie mi się kojarzył z "Ugly love" i Milesem :)
Historia, którą stopniowo poznajemy niesie za sobą ból, a po przewróceniu ostatniej strony, tę książkę nadal się przeżywa. Podobało mi się rozdzielenie narracji  przez autorkę, Miles opowiada nam powoli swoją przeszłość, Tate z kolei opisuje to co teraz. Świetnie się to sprawdza i bardzo ciekawie czyta. Nie mogłabym przejść obojętnie obok ich losów.
To, czego trochę w tej książce się bałam, to nadmiar scen erotycznych. Nie przeszkadzają mi one w książkach, ale jednak co za dużo to niezdrowo, a skoro układ Tate i Milesa właśnie na seksie polegał, spodziewałam się, że może być ich sporo. Owszem, trochę ich było, ale nie odgrywają w tej historii głównej roli z czego bardzo się cieszę.
Tak właśnie się dzieje, gdy ktoś zaczyna ci się podobać. Na początku jest nikim, a potem nagle staje się wszystkim, czy tego chcesz, czy nie.
Trudno jest opisać słowami wspaniałość tej książki, myślę, że aby się o niej przekonać, trzeba po prostu "Ugly love" przeczytać! Uprzedzam, możliwy kac książkowy, jednak dla tej książki, chyba warto podjąć to ryzyko. Tak piękne i wyjątkowe książki nie zdarzają się często, "Ugly love" zdecydowanie jest jedną z bardziej niezwykłych książek jakie kiedykolwiek czytałam. Colleen Hoover jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i liczę, że tak będzie z każdą jej książką, już nie mogę się doczekać, gdy kolejne jej dzieła pojawią się w Polsce, oby nastąpiło to jak najszybciej! Wam tymczasem bardzo gorąco polecam przeczytać "Ugly love", a właściwie, nie przeczytać - przeżyć.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuje Wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 31 stycznia 2016

Colleen Hoover - Maybe someday


Sydney i Ridge to właściwie dwójka obcych sobie ludzi. Do czasu, oboje w tym samym momencie przesiadują na różnych balkonach, on by grać na gitarze, a ona by słuchać jego gry. W dniu swoich urodzin, Sydney dowiaduje się o zdradzie chłopaka, wtedy też ona i Ridge stają się sobie bliżsi...

Tak pięknej książki dawno nie czytałam! O tak wyjątkowej, delikatnej miłości, gdzie nie wszystko jest szczęśliwe. To taka powieść, przy której można śmiać się, płakać i wzruszać jednocześnie, taką mieszankę emocjonalną jest w stanie zapewnić chyba tyko Hoover! Nikt tak jak ona nie potrafi sprawić, że sprzeczne emocje mieszają się ze sobą, uszczęśliwiać czytelnika, by za chwilę uderzyć go w policzek. Tylko ona w jednym zdaniu potrafi zawrzeć całą gamę emocji. To powieść nie tylko o miłości, ale też o przyjaźni, zaufaniu. Uwierzcie mi, emocje gwarantowane!

Ostatnio w książkach tego typu, praktycznie w każdej są sceny erotyczne, nie mówię, że mi to przeszkadza, tylko czasem czuję już przesyt. Tutaj... nie ma tego, wszystko jest tak delikatne, tak pięknie opisane... Jeśli oczekujecie zwykłego romansu, to raczej nie tym razem. "Maybe someday" jest inne od wszystkich książek, wyjątkowe! Autorka stworzyła przepiękną historię, w której trudno się nie zakochać.
Dodatkowo całość wzbogacają piosenki i to nie tytuły, które już znamy, tylko stworzone specjalnie teksty. Są one wyjątkowe, każdy niesie ze sobą dodatkowe emocje, często to głównie przy nich się wzruszałam, plusem są też tłumaczenia tekstów piosenek zawartych w "Maybe someday" w dodatku do powieści.

Szczerze mówiąc mam wrażenie, że jestem ostatnią osobą, która sięgnęła po "Maybe someday", ale... niestety już tak mam, że jakimś cudem wszystkie warte uwagi książki, wyczekują na mojej półce nie wiadomo ile... No, ale w końcu po nią sięgnęłam i się zakochałam, bo nie da się inaczej! Wreszcie od dłuższego czasu przeczytałam książkę, która była niemalże realna, sądzę, że ta historia naprawdę mogłaby mieć miejsce w życiu.

Styl Hoover jest niesamowity, pisze ona z taką delikatnością... krótkie zdanie potrafi sprawić, że w jednej chwili wszystko się zmienia. Dialogi nie są sztuczne, a sam język jest niesamowicie plastyczny.
Bohaterowie również są dużym atutem tej powieści, wydają się niesamowicie realni, oboje rozdarci, a ich uczucia, możemy poznać dzięki naprzemiennej narracji, co jest kolejnym świetnym rozwiązaniem!

Cieszę się, że wreszcie poznałam "Maybe someday", stanowczo zbyt długo ta książka czekała na mojej półce. Tą piękną powieść polecam wszystkim! Nie jest to kolejna schematyczna historia, a coś zdecydowanie wyjątkowego, co zostaje w sercu jeszcze na bardzo długo. Mam nadzieję, że kolejne książki Hoover szybko pojawią się w Polsce, a ja znowu będę mogła się nimi zachwycać!

niedziela, 6 września 2015

Colleen Hoover - Pułapka uczuć

Layken właśnie skończyła osiemnaście lat i niedawno straciła ojca, wraz z mamą i bratem przenoszą się do Michigan. Od razu po dotarciu na miejsce poznają swoich sąsiadów, przystojnego studenta -Willa i jego młodszego brata. Mali chłopcy od razu się ze sobą zaprzyjaźniają, jednak co będzie z Lyken i Willem, czy o nich można powiedzieć to samo?

Po przeczytaniu "Hopeless" wiedziałam, że autorka jeszcze nieraz mnie zaskoczy, już wtedy czułam ogromną potrzebę by sięgnąć po "Pułapkę uczuć", zrobiłam to dopiero teraz, czyli pół roku później. Teraz znów czuję tę samą potrzebę, tym razem jednak by sięgnąć po "Nieprzekraczalną granicę", czyli drugą część "Pułapki uczuć", która pozostawiła mnie z ogromnym niedosytem.

Na początku książki wszystko układa się niezwykle dobrze, jednak sielanka nie trwa długo, każdy kolejny rozdział szykuje coraz to nowsze niespodzianki, które wcale nie są miłe. Wszystko zaczyna się komplikować. Tym razem nie jest to kolejny erotyk, tylko mądra opowieść o życiu, śmierci i miłości, taka, obok której nie sposób przejść obojętnie.

Gdy przeczytałam "Hopeless", byłam wręcz przekonana, że to jedna z najlepszych książek jakie ostatnio przeczytałam i oczywiście nadal tak jest, tylko, że teraz nie jestem już pewna, która książka jest lepsza. Obie te książki są na bardzo wyrównanym poziomie, ale gdybym miała wskazać lepszą chyba byłaby to jednak "Pułapka uczuć". Dlaczego? Bo, aż bije od niej realność, której w "Hopeless" nie poczułam. Do tego jest niezwykle piękna i mądra. Jest jeszcze jedna rzecz, dzięki której powieść ta niesamowicie zyskała w moich oczach, a mianowicie wiersze. Jedyne w swoim rodzaju, piękne, wzruszające i życiowe, które pozostawiają w stanie refleksji, to w dużej mierze dzięki nim tak bardzo zakochałam się w tej książce!

"Pułapka uczuć" to książka zarówno wzruszeń, jak i radości, owszem, cała historia jest dość smutna, jednak Hoover nie zapomniała o humorze, którego w książce jest sporo. Cała historia jest opisana bardzo realnie, w taki sposób, że nie można się oderwać. Wszystko zaczyna się dziać już od pierwszego rozdziału, kiedy wszystko wydaje się być w porządku, a już kilkanaście stron później autorka sprawiła, że nie mogłam otrząsnąć się z szoku, trzeba przyznać, że zaskakiwanie czytelników to specjalność Hoover.

Nie brakuje tu oczywiście emocji! Tak jak w "Hopeless", autorka daje nam porządną ich dawkę. Kiedy już myślałam, że to kolejna banalna historia o miłości, autorka kompletnie mnie zaskoczyła i od tej pory zaskakiwać nie przestawała!  Czytając tą książkę zdecydowanie nie można się nudzić! Autorka napisała książkę zupełnie inną niż wszystkie, wyjątkową, taką która zapada w pamięć na długo. Szkoda tylko, że książka jest tak strasznie krótka, przeczytałam ją w ciągu jednego dnia i czuje ogromny niedosyt!

Jeśli macie ochotę na pełną emocji, piękną historię o skomplikowanej miłości, ale również o życiu i śmierci to koniecznie sięgnijcie po "Pułapkę uczuć"! Jestem przekonana, że nie będziecie zawiedzeni! Ja tymczasem koniecznie muszę jak najszybciej sięgnąć po "Nieprzekraczalną granicę"!

Za możliwość przeczytania książki bardzo serdecznie dziękuję Księgarni Bonito.pl!


środa, 4 marca 2015

Colleen Hoover - Losing Hope

Dean Holder nie może sie pogodzić ze stratą dwóch bardzo bliskich mu osób. Jedna odeszła na zawsze, a po drugiej ślad zaginął. Wydaje się, że odnalezienie zaginionej dziewczyny wiele wyjaśni, jednak w rzeczywistości też wiele komplikuje.

Informacja na okładce, jest trochę myląca, gdyż "Losing Hope" to bardziej uzupełnienie, niż kontynuacja "Hopeless". Jest tu opisana ta sama historia, ale z punktu widzenia Holdera. Opowieść Deana wiele wyjaśnia, uzupełnia to czego nie wiedzieliśmy w "Hopeless".

Sięgając po "Losing Hope" miałam pewne obawy. Bałam się, że może mi się nie podobać, bałam się, że ta sama historia tylko z innej perspektywy może być nudna. Na szczęście, myliłam się. "Losing Hope" to rewelacyjne uzupełnienie "Hopeless". Obie te książki to wspaniała całość.

W "Losing Hope" możemy się dowiedzieć więcej o relacjach rodzeństwa: Lesslie i Holdera. Dowiadujemy się tu o ich stosunkach bardzo wiele. Ciekawym pomysłem są listy, które pisze Dean do Lesslie, są w nich wszelkie emocje jakie czuł Holder. Skoro już mowa o emocjach, to wydaje mi się, że bardziej je czuć niż w "Hopeless", chodzi mi o to, że wyraźniej widać gniew, żal, smutek Holdera, niż w pierwszej części emocje Sky. Z jego perspektywy ta sama historia, wydała mi się jeszcze bardziej wzruszająca.

Colleen Hoover ma świetny styl bardzo ciekawy i dość lekki w odbiorze. Czyta się niesamowicie szybko, wręcz pochłania każde słowo. Te dwie piękne nawzajem uzupełniające się książki, wydaje mi się, że poruszą każde serce.
Myślę, że każdy kto przeczytał "Hopeless" powinien też sięgnąć po "Losing Hope", w tej części wszystko co było niezrozumiałe wcześniej staje się o wiele bardziej jasne. Z kolei kto jeszcze nie przeczytał "Hopeless", również polecam zapoznać się z tą historią!


czwartek, 19 lutego 2015

Colleen Hoover - Hopeless

Sky prowadzi inne życie niż wszyscy, nie ma dostępu do internetu, telefonu i telewizji, no i uczy się w domu. Na ostatni rok nauki postanawia iść do szkoły.  Jej życie zmienia się gdy spotyka Deana Holdera. Wtedy wracają wspomnienia, których dotychczas Sky nie pamiętała i wszystko przewraca się do góry nogami.

W mojej głowie krąży tysiąc myśli na minutę i zarazem czuję totalną pustkę. Takich emocji jak podczas czytania tej książki, chyba jeszcze nie doświadczyłam, ze strony na stronę robiło się coraz ciekawiej, a ja musiałam robić sobie małe przerwy, by nie wybuchnąć z nadmiaru emocji!

"Hopeless" jest jak jedna wielka niespodzianka, nie jesteś w stanie przewidzieć zakończenia. Miałam kilka wersji, ale z żadną nie trafiłam. To książka pełna zwrotów akcji, której się nie czyta, ją się po prostu pochłania! Porusza też ważne i często omijane tematy, które autorka przedstawiła z zadziwiającą wręcz lekkością.

Praktycznie od pierwszych stron polubiłam bohaterów: Sky - głównie za jej cięty język, a Holdera.... Holdera za całokształt, po prostu nie mogłam go nie polubić, chociaż momentami denerwował mnie swoją uległością.

Jedynym co mnie dręczy jest to, że książka zdecydowanie zbyt długo leżała na półce, w życiu nie spodziewałabym się, że "Hopeless"  tak mnie poruszy i na długo pozostanie w mojej pamięci. Jest też bardzo wzruszająca.
Brakuję mi słów by opisać tę książkę, bo każde wydaje mi się nieodpowiednie. Ta książka to, jak dla mnie arcydzieło, szczególnie, że w moim przypadku raczej nie zdarza się często bym przeczytała całą książkę w ciągu jednego dnia i do tego zarwała noc by ją skończyć. Nie mam słów by ją opisać, ale jednego jestem pewna, ją po prostu trzeba poznać!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka