piątek, 27 maja 2016

Marie Rutkoski - Niezwyciężona. Zdrada.


Kerstel zdecydowała się poślubić syna imperatora, powodem nie jest jednak miłość, lecz Arin o prawdziwych powodach nie ma pojęcia. Przyjeżdża na huczne przyjęcie zaręczynowe, ale Kerstel nie daje po sobie niczego poznać. Robi się coraz bardziej tajemniczo i niebezpiecznie, nie można pozwolić sobie na żaden błąd...

Być może pamiętacie moją recenzję pierwszej części tej trylogii, gdzie troszkę ponarzekałam na pewien schemat, mianowicie, on biedny ona bogata, no i mogłabym tak narzekać dalej, ale tego nie zrobię. Bo "Zdrada" wydała mi się dużo bardziej oryginalna.
Fantastyka to gatunek, po który sięgam najrzadziej i może to dlatego książki z takim motywem zwykle mi się podobają, a ta trylogia jest naprawdę dobra!Ten świat, pełen pięknych sukni, intryg, tajemnic, naprawdę mi się spodobał. Muszę Wam powiedzieć, że im dalej czytałam, tym częściej myślałam sobie, że wyszłaby z tego świetna ekranizacja!

Chyba najbardziej w obu częściach podoba mi się klimat, który stworzyła autorka. Trochę fantastyczny, trochę jakby historyczny, ale idealny dla tej powieści. Piękna posiadłość, a w niej - mnóstwo tajemnic intryg, planów, ukrytych pośród pięknych sukni! Do tego bardzo subtelny wątek miłosny, bez ogromu scen romantycznych, jest on bardziej tłem, niż głównym wątkiem, co również oceniam na plus.
Kerstel i Arin są naprawdę świetnie wykreowanymi postaciami. Od poprzedniej części jakby bardziej dojrzeli, można dostrzec tu ich spryt w niektórych sytuacjach. Tajemniczość Arina pozostała z poprzedniej części, jak i zawziętość Kerstel, te cechy wzbogacają osobowości bohaterów i czynią z nich wyjątkowych. Choć momentami trochę mnie denerwowali, to jednak ich polubiłam. Z pewnością nie możemy się też nudzić, wszechobecne zagadki dostarczają nam emocji, przez co
książka jak najbardziej wciąga!
Czasem myślisz, że bardzo czegoś potrzebujesz, a tak naprawdę powinieneś pozwolić temu odejść.
"Zdrada" jak i z resztą "Pojedynek" w klimacie przypominają z pozoru bajki o księżniczkach - piękne apartamenty i cudowne suknie. Po części to się zgadza, ale jednak cała historia bajki nie przypomina. Myślę, że ta trylogia z pewnością spodoba się większości nastolatków!
Ciekawy, bardzo plastyczny i obrazowy język, sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Akcja, choć według mnie troszkę zbyt powolna, jest naprawdę interesująca. Mimo, że od poprzedniego tomu wszystko dzieje się trochę wolniej, to jednak na brak emocji, czy też nudę narzekać nie można.

"Zdrada" dorównuje "Pojedynkowi", a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest od niego lepsza. Wciąga i sprawia, że emocje w nas buzują. Muszę także, ja to ja, dodać, że okładki obu części są naprawdę przepiękne, jak i również ich wydanie w środku, cudowne oznaczenia rozdziałów i czarne kartki z przodu i z tyłu książki. Wydanie jest naprawdę świetne, jak i sama książka. I choć znalazłoby się kilka mankamentów, takich jak w niektórych momentach denerwujący bohaterowie, czy nieco zbyt wolna akcja, to książka jest naprawdę bardzo dobra. Polecam, a sama czekam na finał trylogii!

Książkę możecie kupić tutaj: Empik.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

sobota, 14 maja 2016

Colleen Hoover - Ugly love


Tate na pewien czas przeprowadza się do brata, wcześniej niż brata spotyka jednak Milesa - nowego sąsiada. Szybko nawiązuje się między nimi coś więcej niż zwyczajna znajomość, Miles nie chce jednak miłości, zawierają pewien układ, seks bez zobowiązań, jednak Tate nie może Milesa pytać o przeszłość, ani nie liczyć na wspólną przeszłość. Czy to możliwe?

Już dawno przekonałam się, że Colleen Hoover nie zawodzi. Każda jej książka to cała gama emocji, a ja za każdym razem czuję się tak samo - jakby moje serce rozpadało się na kawałki. Czułam się tak przy kilku wcześniejszych książkach i czuję się tak teraz - po przeczytaniu "Ugly love", bo autorka mnie nie oszczędziła, wycisnęła łzy i sprawiła, że nigdy tej książki nie zapomnę. Na "Ugly love" czekałam z wielką niecierpliwością, a moje oczekiwania względem niej były dosyć spore, Hoover jednak te oczekiwania spełniła. Po skończeniu książki miałam ochotę przeczytać ją jeszcze raz. To zdecydowanie jedna z tych, o których najchętniej by się zapomniało, aby przeżyć z nią przygodę raz jeszcze. Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę New Adult, boję się, że niczym nowym mnie nie zaskoczy, jeśli chodzi o książki Hoover, zawsze moje obawy były niepotrzebne, bo autorka za każdym razem serwuje inne zaskoczenia.
Kiedy życie daje ci cytryny, upewnij się, że wiesz, w czyje oczy wycisnąć z nich sok.
Początkowo, jakoś nie mogłam się całkowicie wkręcić w lekturę tej książki, czytałam po kilka rozdziałów, ale szło powoli, sama nie wiem czemu, bo początek nie jest zły. Był po prostu zwykły, niczym się nie wyróżniał, a ja już na początku miałam wielkie oczekiwania. Od połowy jednak, nie mogłam się oderwać i wtedy naprawdę zaczęłam zakochiwać się w tej książce. Lekkim i plastycznym stylu autorki, w bohaterach, w fabule - we wszystkim! Ta książka, jest jedną wielką górą emocji, każdy rozdział, każde zdanie, każde słowo, jest naładowane emocjami. Z głośno bijącym sercem śledziłam rozwój zdarzeń, tej książki się nie czyta -ją się przeżywa!
Miłość nie zwsze jest piękna, Tate. Czasami przez lata masz nadzieję, że okaże się czymś innym. Czymś lepszym. A potem, zanim się spostrzeżesz, wracasz do punktu wyjścia i zostajesz z niczym.
Bohaterowie, których wykreowała autorka byli niezwykle realni, a zarazem wyjątkowi. Miles to przystojny pilot, ukrywający swoją przeszłość, a Tate jest początkującą pielęgniarką, która żyje nadzieję, iż z Milesem połączy ją coś więcej. Tak nawiasem, powiem Wam, że chyba już zawsze każdy lecący samolot będzie mi się kojarzył z "Ugly love" i Milesem :)
Historia, którą stopniowo poznajemy niesie za sobą ból, a po przewróceniu ostatniej strony, tę książkę nadal się przeżywa. Podobało mi się rozdzielenie narracji  przez autorkę, Miles opowiada nam powoli swoją przeszłość, Tate z kolei opisuje to co teraz. Świetnie się to sprawdza i bardzo ciekawie czyta. Nie mogłabym przejść obojętnie obok ich losów.
To, czego trochę w tej książce się bałam, to nadmiar scen erotycznych. Nie przeszkadzają mi one w książkach, ale jednak co za dużo to niezdrowo, a skoro układ Tate i Milesa właśnie na seksie polegał, spodziewałam się, że może być ich sporo. Owszem, trochę ich było, ale nie odgrywają w tej historii głównej roli z czego bardzo się cieszę.
Tak właśnie się dzieje, gdy ktoś zaczyna ci się podobać. Na początku jest nikim, a potem nagle staje się wszystkim, czy tego chcesz, czy nie.
Trudno jest opisać słowami wspaniałość tej książki, myślę, że aby się o niej przekonać, trzeba po prostu "Ugly love" przeczytać! Uprzedzam, możliwy kac książkowy, jednak dla tej książki, chyba warto podjąć to ryzyko. Tak piękne i wyjątkowe książki nie zdarzają się często, "Ugly love" zdecydowanie jest jedną z bardziej niezwykłych książek jakie kiedykolwiek czytałam. Colleen Hoover jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i liczę, że tak będzie z każdą jej książką, już nie mogę się doczekać, gdy kolejne jej dzieła pojawią się w Polsce, oby nastąpiło to jak najszybciej! Wam tymczasem bardzo gorąco polecam przeczytać "Ugly love", a właściwie, nie przeczytać - przeżyć.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuje Wydawnictwu Otwarte!

czwartek, 5 maja 2016

Veronica Roth - Zbuntowana


[spojlery z poprzedniego tomu możliwe w opisie]
Tris spośród pięciu frakcji wybrała Nieustraszoność, niestety wojna zmienia wszystko co do tej pory wydawało się w miarę uporządkowane. W Nieustraszoności jest coraz więcej zdrajców, a niezgodni muszą walczyć o przetrwanie w świecie, w którym nic nie jest pewne. Pojawiają się nowe, ryzykowne wybory, przed którymi bohaterowie muszą stanąć. Nic już nie jest jak dawniej.

"Zbuntowana" na swoją kolej czekała ponad rok i chociaż obiecywałam sobie sięgnąć po nią, dopiero kilka dni temu nareszcie mi się to udało. Szczerze mówiąc, mam dość mieszane uczucia, "Niezgodna" podobała mi się dużo bardziej. Nie mówię tu, że "Zbuntowana" była całkowicie zła, ale oczekiwałam czegoś więcej. Wywołała pewne emocje, czasem zaskoczyła i nawet wciągnęła. Niestety, na moją ocenę najbardziej wpłynęła Tris...

Zacznę może właśnie od bohaterów, dawno żadna bohaterka nie działała mi na nerwy tak bardzo jak Tris. W "Niezgodnej" nawet ją polubiłam, w drugim tomie miała jakąś tendencję do pakowania się w kłopoty na własne życzenie, denerwowało mnie również jej swego rodzaju niezdecydowanie, raz rozumiała zachowanie kogoś, a za kilka stron tego samego człowieka już zrozumieć nie potrafiłą. Nie potrafi też wyrzucić z siebie niektórych rzeczy i być całkowicie szczerą z Tobiasem. Przez większą część książki byłam poirytowana jej zachowaniem, dopiero pod koniec jakość bardziej przełamałam swoją niechęć do niej, nie wiem, może to dlatego, że przez całą książkę jakoś zdążyłam się już nieco przyzwyczaić. Nie zmienia to jednak faktu, że Tris zmieniła się od poprzedniej części, według mnie - na niekorzyść. Wydaje mi się, że gdyby nie jej denerwująca postawa, ta powieść mogłaby mi się spodobać dużo bardziej.

"Zbuntowana" miała jednak kilka plusów. Akcja tak jak w poprzednim tomie, od pierwszych stron pędzi i do końca nie zwalnia, to muszę przyznać. Nie mogłabym tu narzekać na nudę. Trochę zaskoczyło mnie również, że pisarka uśmierciła kilku bohaterów, którzy dość często w książce się pojawiali. Zwykle, jak mi się wydaje, autorzy są powściągliwi z zabijaniem postaci, Veronica Roth z kolei nie boi się się takich wyzwań. Mimo wszystko, podobało mi się, że nie ma tu miejsca na czułości i sentymenty.
Pojawiają się też Bezfrakcyjni a wręcz zaskakują, nie powiem tutaj czemu, bo byłby to spojler, ale w pewnym momencie byłam naprawdę zdziwiona. W "Zbuntowanej" dowiadujemy się też więcej o wszystkich frakcjach, ich cechy są tu zdecydowanie bardziej rozbudowane, co również uważam za plus. W "Niezgodnej" wszystko dzieje się raczej w okół frakcji Nieustraszonych, tutaj jest nieco inaczej.

Nie wiem dlaczego, ale o tej trylogii pisze mi się naprawdę ciężko, jakiś czas temu czytałam "Cztery" i choć próbowałam napisać recenzję, nie udało mi się. Podobnie jest ze "Zbuntowaną", to książka według mnie na dość średnim poziomie, ani zła, ani dobra. "Niezgodna" podobała mi się zdecydowanie bardziej. Jestem jednak bardzo ciekawa jak będzie z "Wierną", jak autorka zwieńczy tę trylogię, mam ogromną nadzieję, że będzie co najmniej dobra! Teraz muszę się też zapoznać z ekranizacją "Zbuntowanej", ciekawi mnie jak wypada na tle książki, jeśli ktoś oglądał, dajcie znać jak wrażenia ;)

środa, 27 kwietnia 2016

Brittainy C. Cherry - Art&Soul


Czasem jedna jedyna nieodpowiednia decyzja może sprawić, że życie zmienia się całkowicie. To właśnie dzieje się z życiem Arii za sprawą jednej nieprzemyślanej sytuacji. Ona zagubiona i samotna, poznaje w szkole Levi'ego równie samotnego jak ona. Nawzajem mogą uleczyć swoje rany. Ciężko jest wytrwać kiedy ludzie obrażają i oceniają, właściwie nie znając tego kogoś, jak im się to uda?

Jestem zachwycona, naprawdę jestem zachwycona. Ta książka powaliła mnie na kolana, a ja do tej pory nie mogę się z nich podnieść. Spodziewałam się dobrej książki, ale nie tak dobrej! Nie sądziłam, że do tego stopnia zawładnie moim sercem i całkowicie odetnie od rzeczywistości. "Art&Soul" jest dla mnie fenomenem, zdecydowanym arcydziełem, powieścią o której się nie zapomina, która zostaje w sercu na zawsze. Bawi, by za chwilę wycisnąć łzy i wstrząsnąć czytelnikiem. Ta niepozorna książka okazała się dla mnie arcydziełem! To właśnie "Art&Soul".
Czasami miłość do kogoś można wyrazić jedynie tak, że znika się z jego życia.
Zakochałam się w języku tej powieści. Prostym, ale zarazem pięknym, niezwykle plastycznym i wyrazistym. Tworzy niezwykły klimat, naprawdę nie chce się odkładać tej książki. Jednego dnia przeczytałam jej większość i dosłownie, nie mogłam się oderwać. Teraz, chciałabym o niej zapomnieć, by móc przeczytać ją jeszcze raz i ponownie poczuć te same emocje. Właśnie, emocje, nimi książka jest przepełniona, niejednokrotnie przyprawia o szybsze bicie serca. Muszę przyznać, że naprawdę mnie wzruszyła, nie pamiętam kiedy ostatnio rozpłakałam się przy czytaniu jakiejś książki, Pani Brittainy udało się wywołać u mnie łzy. Po przeczytaniu nie mogłam się pozbierać, a łzy nadal kapały mi na poduszkę. Nie wiem, czy u każdego ta powieść wywoła takie emocje, ale ja jestem nimi nadal naładowana.

Chyba nie potrafię ubrać w słowa wspaniałości tej książki, każde z nich wydaje mi się niewystarczające, by podkreślić jej piękno. Pokochałam te książkę całym sercem, każdym jego kawałkiem, to jedna z tych historii, które nie dość, że wywołują całą gamę emocji, to dodatkowo, często sprzecznych, autorka ukazuje sytuacje, w których często zastanawiałam się, co ja bym zrobiła, pokazuje nam dwójkę młodych ludzi, którzy nie są gotowi na ciężar, który na nim spadł. Mimo to, próbują sobie poradzić z tym co im się zdarzyło. Są wykreowani niezwykle realnie, nie zachowują się jak rozkapryszeni nastolatkowie i mimo, że to ich uważają za dziwnych, miałam wrażenie, że cała reszta, która ich tak nazywa jest dziwna. Aria i Levi to dwójka młodych ludzi, którzy muszą szybciej dorosnąć, czy tego chcą, czy nie.
[...] nie ma czegoś takiego jak umieranie. Jest życie i jest śmierć. Jest jedynie tu i teraz, a jeśli będziesz siedział i martwił się tym, co się stanie, przegapisz to co najlepsze, to, że siedzimy tu razem.
"Art&Soul" to raczej powieść Young Adult, jednak nie przeczy to temu, by osoba w każdym wieku mogła tę powieść poznać, bo według mnie może się spodobać naprawdę, każdemu! Z pewnością najbardziej przypadnie miłośnikom Young i New Adult, ale myślę, że również innym może się spodobać, osobiście polecam ją każdemu. Sama pewnie jeszcze długo nie wyjdę z zachwytu. W końcu to jest najpiękniejsze, kiedy książka pozostaje w myślach czytelnika dłużej niż tylko do ostatniej strony. "Art&Soul" zdecydowanie jest taką książką. To powieść niezwykle mądra i poruszająca. Szczerze, nie spodziewałam się, że będzie AŻ TAK dobra!
Muszę również wspomnieć o okładce. Kiedyś przeczytałam na stronie "Ona czyta", że idealnie pasuje ona do treści, więc kiedy czytałam i momentami spoglądałam na nią, byłam zaskoczona, że postaci z okładki wyglądają tak jak wyrysowałabym sobie je w głownie za pomocą opisów, chyba jeszcze nie widziałam okładki, która w tak dużym stopniu odzwierciedlałaby treść.

"Art&Soul" to książka niezwykła, choć bardzo niepozorna. Jestem nią zachwycona! Pochłonęła mnie i wywołała mnóstwo emocji. Nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam "Kochając Pana Danielsa", czuję, że również będę tą książką zauroczona! Starałam się jak najmniej z treści zdradzić Wam w tej recenzji, bo wydaje mi się, że tę powieść najlepiej czyta się nie wiedząc o niej zbyt dużo. Bardzo gorąco polecam Wam "Art&Soul", mam nadzieję, że będziecie zachwyceni tak jak ja!

Za możliwość poznania książki dziękuję Wydawnictwu Filia!

środa, 20 kwietnia 2016

Anna Łacina - Niebo nad pustynią


Anastazja zauroczona w Damianie pewnego dnia słyszy jego rozmowę, w której ten mówi, że na ferie leci do Egiptu. Dziewczyna podchwytuje pomysł i wspomina o tym rodzicom, nie spodziewa się jednak, że te ferie naprawdę spędzi w Egipcie... Dzięki tej niespodziewanej wycieczce poznaje Klarę i Alberta, wkrótce okazuje się, że każde z nich skrywa jakieś tajemnice, z którymi niełatwo się uporać.

Od razu po przeczytaniu tej książki miałam bardzo mieszane uczucia. Dlaczego? Sama nie wiem, może dlatego, że nie wszystko potoczyło się tak jak ja by tego chciała? Jednak po chwili przemyślenia, wiem, że to naprawdę niesamowita książka, która po przewróceniu ostatniej strony pozostawia po sobie ślad. Nie sposób o niej zapomnieć! Książki Anny Łaciny jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, a mam wrażenie, że każdą kolejną książkę tej autorki przeżywam bardziej. "Niebo nad pustynią" to jedna z tych książek, którą nawet gdy odkłada się gdzieś w środku, i tak się o niej myśli. Mimo, że poza lekturą miałam też inne obowiązki, nie mogłam się uwolnić od myśli na temat tej książki. Jakich? Nie będę zdradzać, bo pewnie przypadkowo mogłabym zaspojlerować, a uwierzcie mi, tyle się tutaj dzieje, że naprawdę trudno nie zdradzić czego istotnego, więc uważam jak mogę ;)
"Zapominamy tych, którzy nas skrzywdzili, ale nigdy nie zapomnimy tych, którzy nam pomogli"
"Czynnik miłości" był pierwszą książką tej autorki, którą przeczytałam, było to chyba z trzy lata temu, potem szybko przeczytałam kolejne książki i nagle skończyło się... trzeba było trochę poczekać na premierę kolejnej. Teraz już tak zostało, na "Niebo nad pustynią" czekałam od przewrócenia ostatniej kartki "Dzikiej jabłoni", czyli około roku. Dlatego też, kiedy tylko w moje ręce trafiła najnowsza powieść autorki, nie wahałam się ani chwili, przed rozpoczęciem lektury! Jak mogłam się spodziewać, przeczytałam ją w mgnieniu oka, a teraz znów pozostaje mi czekać, na kolejną książkę tej pisarki.

Jeśli myślicie, że to kolejna schematyczna książka, to jednak nie tym razem. "Niebo nad pustynią" jak i inne książki Pani Anny należą do jednych z bardziej oryginalnych książek, jakie miałam okazję czytać (swoją drogą, wśród książek, które ostatnio czytam coraz więcej jest takich, które wyłamują się ze schematu, co bardzo mnie cieszy!). To powieść, którą cechuje realność zarówno jeśli chodzi o fabułę, jak i bohaterów. Autorka jak zwykle porusza aktualne tematy, a bohaterowie są tacy, jakich moglibyśmy spotkać w normalnym życiu. Podobało mi się również wstawianie do niektórych dialogów zwrotów po arabsku. Szkoda tylko, że dopiero gdzieś w połowie czytania zorientowałam się, że pod koniec książki jest słowniczek z tymi wszystkimi zwrotami... Dlatego, jeśli zamierzacie czytać tę książkę (a mam nadzieję, że tak), pamiętajcie, że z tyłu jest słowniczek!

"Niebo nad pustynią" to książka, którą może przeczytać właściwie każdy, nie ma jakiegoś konkretnego zakresu wieku, by tę powieść przeczytać. Są książki, z których się wyrasta, niektóre z tych które czytałam trzy lata temu właśnie do takich należą, mam do nich sentyment, ale wiem, że teraz już nie spodobają mi się tak jak kiedyś. Z książkami Anny Łaciny jest inaczej, jak na razie mam wrażenie, że z nich się nie wyrasta, nie wiem, być może to kiedyś się zmieni, ale jak na razie te książki cały czas odcinają mnie od rzeczywistości i pochłaniają bez reszty!

Dzięki "Niebu nad pustynią" nareszcie przełamałam swoją ostatnią niemoc czytelniczą i teraz mam ochotę czytać cały czas! To naprawdę niesamowita, mądra i co dla mnie najważniejsze, prawdziwa książka. Dodatkowo napisana w lekkim i plastycznym stylu, wciąga od początku, chodź od środka już bez reszty! Z pewnością długo o niej nie zapomnę i już nie mogę się doczekać kolejnej książki Anny Łaciny, oby pojawiła się jak najszybciej! Wam tymczasem polecam zarówno "Niebo nad pustynią", jak i pozostałe książki tej autorki! Tak jak już wspominałam, polecam je niezależnie od wieku, zapewniam, naprawdę warto je poznać!

Za możliwość przeczytania tej książki bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

wtorek, 12 kwietnia 2016

Przedpremierowo: John Corey Whaley - Chłopak, który stracił głowę

Travis w wieku 16 lat zachorował na nieuleczalnego raka, kiedy wydaje mu się, że śmierć jest nieunikniona, pojawia się lekarz, który proponuje mu operację, która może mu pomóc. Travis nie ma zbyt dużego wyboru, więc zgadza się na propozycję. Niestety, jest mały problem, medycyna musi rozwinąć się bardziej, aby chłopak mógł żyć, zostaje więc wprowadzony w śpiączkę i.... budzi się 5 lat później z własną głową, ale ciałem innego człowieka. On ma nadal 16 lat, podczas gdy przyjaciele są na studiach, nie wszystko jest tak kolorowe jakie miało być...

Chłopak, który stracił głowę - dosłownie, nie w przenośni, choć tak własnie myślałam kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, kiedy przeczytałam opis, wręcz otwarłam szerzej oczy ze zdumienia, bo "stracona głowa" to żadna przenośnia. Nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie, dawno nie byłam tak zaintrygowana żadną powieścią!
Początkowo sądziłam, że to powieść fantastyczna i po części rzeczywiście tak jest, w końcu operacja z odcięciem głowy to raczej nie jest rzecz, którą można by zrobić w normalnym życiu. Poza tym jednak, to bardziej obyczajówka.
Czułem się, jakbym właśnie zstąpił do piekieł i okazało się, że jest tam gorsza muzyka i znacznie więcej dymu papierosowego, niż sobie wyobrażałem.
Ogromną zaletą tej powieści niewątpliwie jest humor, nie sądziłam, że jest to możliwe, bo to mimo wszystko książka dosyć smutna. Autor jednak doskonale połączył humor i smutek, z czego wyszło wyjątkowe połączenie. Generalnie jest to książka dosyć specyficzna i dziwna, nie zrozumcie mnie jednak źle, jest nieźle pokręcona, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W końcu sama tematyka, czyli operacja z odcięciem głowy jest niespotykana i zwyczajnie szalona. Autor stworzył z tego jednak naprawdę dobrą powieść, w której śmiech łączy się ze smutkiem. Czyni to ją  niepowtarzalną, podczas gdy ostatnio naprawdę trudno stworzyć coś nowego, wyróżniającego się na tle innych powieści.
Zdaje się, że wcale nie trzeba tak do końca umrzeć, żeby zostać uznanym za zmarłego
Czytając tę powieść nie mogłam sobie nie wyobrazić, co ja bym zrobiła, gdybym miała podjąć taką decyzję jak Travis, pewnie gdybym miała do wyboru śmierć lub operację, z pewnością wybrałabym drugą opcję, jednak nie mam pojęcia czy dałabym radę żyć w świecie, który dla mnie wyglądałby cały czas tak samo, a inni mieliby już 5 lat więcej. U Travisa widać pewne rozdarcie, nie może się on pogodzić, choćby z tym, że utknął w liceum, podczas gdy dawni przyjaciele są na studiach, a dawna dziewczyna ma narzeczonego. To doprawdy naprawdę nieźle pokręcona sytuacja!
Zdarza się, że niektóre sytuacje, nadzieje i marzenia musimy pogrzebać, czasem tak głęboko, że kiedy znowu okazują się potrzebne, niełatwo jest się do nich dostać na nowo.
Bardzo przypadła mi do gustu postać głównego bohatera, jest trochę zagubiony, co autor stara się ukazać, ale jest też odważny, przychodzi do szkoły, gdzie nie mam praktycznie żadnych znajomych i nie biadoli jakoś bardzo mocno, że musi wrócić z powrotem do liceum, naprawdę spodobało mi się. Autor starał się ukazać bohatera jako człowieka, który boi się, ale stawia czoła wszystkim sprawom, które na niego czekają, nie jest ani jakoś bardzo odważny, ani też nie rozpacza, jest gdzieś po środku i to naprawdę autorowi wyszło.
Postacie drugoplanowe również są świetnie wykreowane, nie do końca wiedzą jak zachować się w nowej sytuacji, każdy reaguje inaczej, myślę, że zachowania bohaterów są tu bardzo ciekawie przedstawione.

"Chłopak, który stracił głowę" to ciekawa, choć dość specyficzna lektura. Nie mogę powiedzieć, że na pewno spodoba się każdemu, bo wydaje mi się, że jest dość cienka granica, pomiędzy tym, by tę książkę bardzo polubić, ale też, by jej nie polubić. Mi jednak jak najbardziej przypadła do gustu! Jest zdecydowanie jedną z bardziej oryginalnych książek, jakie miałam okazję czytać w ostatnim czasie. Myślę, że to jedna z tych lektur, które każdy może odebrać inaczej, jednych skłoni do refleksji innych nie, ale zdecydowanie warto ją poznać!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 10 kwietnia 2016

Wyniki konkursu!

Na wyniki konkursu z "Układem" musieliście trochę czekać, ale wybór nie był łatwy i zajął mi więcej czasu niż myślałam. Szkoda, że do konkursu zgłosiło się tylko 5 osób, bo wydawało mi się, że "Układ" jest dość interesującą nagrodą. Jednak mimo tego, że chętnych nie było zbyt wielu i tak miałam niemały kłopot by wybrać tylko jedną osobę.
Ostatecznie, zwyciężczynią zostaje:
Minni!
Naprawdę nie mam pojęcia, jak ona to zrobiła, ale w krótkim opowiadaniu poruszyła u mnie mnóstwo emocji, stworzyła śliczny opis, a po przeczytaniu miałam tylko ochotę na więcej!
Gratuluję i już piszę maila! A Was zapraszam na kolejne konkursy, bo z pewnością wkrótce się pojawią ;)



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka